czwartek, 30 maja 2013

Like a Star - Rozdział 16

Skończyłam uff. Udało mi się, przepraszam za wszystkie błędy, ale przeważnie jeden rozdział zajmuje mi znacznie dłużej :)

Dajcie koniecznie znać co myślicie o nowym wyglądzie i nowym rozdziale!


*******


Mesut's POV

Chciałem mówić dalej ale przerwał mi dzwonek do drzwi...

- Co ty tutaj robisz? - zapytałem
- Przeszedłem się z tobą zobaczyć... Daj mi wejść - powiedział Gonzalo i wszedł do mojego domu
- Gonzalo, rzecz w tym że... - powiedziałem ale mi uciął
- Przestań, myślę że za dużo czas spędzasz sam... Oh! Cześć Martha - powiedział Gonzalo i poszedł prosto do jadalni
- Cześć Gonzalo - powiedziała patrząc najpierw na Gonzalo potem na mnie

Moja twarz pokazywała wszystko co właśnie wtedy czułem, chciałem złapać Gonzalo za szyję i go zabić, ale Martha uśmiechnęła się do mnie i ja zrobiłem to samo. Uspokaja mnie w ciągu sekundy swoim uśmiechem.

- Co robicie? - Gonzalo zapytał Marthy
- Mesut zaprosił mnie na obiad, a ty?
- Cóż, chciałem sprawdzić czy mój sąsiad nie potrzebuje trochę towarzystwa, ale widzę że ma całkiem dobre - powiedział patrząc na mnie
- Jesteście sąsiadami?
- Niestety tak - powiedziałem idąc do kuchni
- To co robimy?
- Właśnie o tym rozmawialiśmy, prawda Mesut?
- Do momentu kiedy przyszedłeś - powiedziałem
- Ok, przepraszam, zostawię was samych
- Możesz zostać... - powiedziała Marthda
- Naprawdę? Chcesz żebym został? - Gonzalo się uśmiechnął
- Tak, dlaczego nie?
- Ok, jeśli chcesz żeby Gonzalo został, niech tak będzie - w końcu powiedziałem
- Dlatego cię lubię Martha, jesteś jedyna która mnie rozumie - powiedział Gonzalo przytulając  ją i kręcąc w kółko
- Postaw mnie Gonzalo! - Martha zaczęła krzyczeć
- Ok, więc co mamy na obiad?
- Chciałem zamówić coś do jedzenia...
- Idealnie! Martha i ja musimy porozmawiać.. sami - powiedział Gonzalo patrząc na mnie
- O co chodzi Gonzalo?
- Chodź ze mną... - powiedział prowadząc ją do salonu

Poszedłem do kuchni żeby zamówić dla nas jedzenie, ale coś się wydarzyło kiedy zobaczyłem ich rozmawiających ze sobą bardzo dokładnie, potem Gonazlo przytulił Marthę, to samo uczucie kiedy dowiedziałem się o Pique, ale nie wiem co to jest... Nigdy nie czułem tego wcześniej... Widziałem ich z kuchni, siedzieli obok siebie i Gonzalo mówił, zresztą jak zwykle. Martha była bardzo skupiona, wyglądała bardzo zaskoczona tym co Gonzalo jej powiedział, ale potem się uśmiechnęła. Zdecydowałem się wrócić do nich, kiedy wszedłem do salonu Gonzalo natychmiast spojrzał na mnie i przestał mówić.

- O czym rozmawiacie? - zapytałem siadając na przeciwko Marthy
- To nie twoja sprawa Ozil... - powiedział Gonzalo
- Zamówiłeś jedzenie Mesut?
- Tak, coś tureckiego, mam nadzieję, że ci będzie smakować
- Nigdy wcześniej nie jadłam czegoś takiego, ale jestem pewna że będzie dobre - powiedziała uśmiechając się
- To jest naprawdę dobre, Mesut czasami dla nas gotuje...
- Gotujesz? - zapytała Martha
- Czasami - powiedziałem patrząc na swój telefon
- Powinien nauczyć cię kilku przepisów - powiedział Gonzalo
- Z przyjemnością - uśmiechnęła się Martha
- Możemy kiedyś...
- Wiecie co? Właśnie zdałem sobie sprawę że wy dwoje tworzycie całkiem fajną parę - powiedział Gonzalo

Byłem w szoku, to znaczy... Otworzyłem jeszcze szerzej oczy, odwróciłem się żeby zobaczyć Marthę, ona też była zaskoczona, zaczęła kaszleć, jej oczy mrugały coraz częściej, próbowała coś powiedzieć, ale siedziała cicho, miałem się odezwać ale dzwonek do drzwi zadzwonił.

- Jest już jedzenie... - powiedziałem wstając z kanapy i idąc prosto do drzwi

Kiedy szedłem z powrotem do kuchni, poczułem jak ktoś zabiera mi torby z ręki, kiedy się odwróciłem zobaczyłem pomagającą mi Marthę z jej cudownym uśmiechem. Poszliśmy do kuchni i zaczęliśmy rozpakowywać jedzenie, rozkładać talerze, szklanki i sztućce. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Gonzalo opowiadał swoje żarty i spędziliśmy miło czas. Wystarczyło, że  była w pobliżu, słuchając jej historii i żartów, a potem się uśmiechnęła i coś we mnie pękło. Po skończeniu obiadu rozmawialiśmy jeszcze chwile przy stole, ale nagle Gonzalo spojrzał na swój zegarek i wstał.

- Co się stało Gonzalo? - Martha go zapytała
- Przepraszam, ale muszę już iść... Muszę odebrać swojego brata z lotniska
- Dobrze, do zobaczenia w takim razie na treningu
- Do zobaczenia Martha, mam nadzieję, że się jeszcze razem zobaczymy - powiedział całując ją w policzek
- Z przyjemnością - powiedziała
- Nie zapomnij o tym co ci powiedziałem, proszę
- Zrobię to co w mojej mocy żeby ci pomóc - powiedziała Martha

Gonazalo wyszedł i znowu zostaliśmy tylko ja i Martha. Wziąłem się za posprzątanie stołu i Martha mi pomogła, rozmawialiśmy o normalnych sprawach. Uwielbiam spędzać czas w jej towarzystwie, po tym Martha usiadła przy kuchennym stołku podczas gdy ja chciałem umyć naczynia, ale poczułem jej rękę na mojej kiedy chciała zabrać mi naczynia.

- Ja to zrobię... - powiedziała i sprawiła że się trochę odsunąłem
- Nie pozwolę ci tego zrobić
- Dlaczego nie chcesz żebym je po prostu umyła?
- Jesteś moim gościem, to nie fair, żebyś myła naczynia
- Boże! To tylko trzy talerze i trzy szklanki, pozwól że to zrobię, tylko przynajmniej mogę
- Ok, jeśli chcesz to zrobić...

Zauważyłem, że ściągnęła pierścionek który jej dałem i włożyła go do kieszeni. Uśmiechnąłem się kiedy to zobaczyłem. Czułem się zupełnie komfortowo kiedy jest ze mną, mogę być sobą. Od momentu kiedy się spotkaliśmy czuję konieczność żeby być z nią.

- Wszystko w porządku Mesut? - zapytała przywracając mnie do rzeczywistości
- Tak tak. Co ty na to że cię oprowadzę po moim domu? Oczywiście jeśli tylko chcesz..
- Byłoby świetnie! - powiedziała z uśmiechem

Kocham sposób w jaki się uśmiecha, to sprawia że ja też mam uśmiech na twarzy. Poprowadziłem ją wzdłuż domu, na dole była tylko jadalnia, salon i to co możemy nazwać moim biurem gdzie mam wszystkie nagrody i trochę medalów, kiedy weszliśmy do środka, Martha zrobiła większe oczy i ledwo słyszalnie powiedziała 'wow!'

Tylko uśmiechnąłem się na jej reakcję.

- Tutaj jest jak w niebie... Wow! - powiedziała - Mogę wejść?
- Jasne, czuj się jak u siebie

Martha weszła do środka, oglądała każdą rzecz którą tam miałem. Po ramki ze zdjęciami, koszulkami i nagrodami.

- Wszystkie koszulki w których grałeś... - powiedziała
- Śledzisz moją karierę?
- Pewnie, że tak... Schalke 04, Werder Bremen a teraz Real Madryt - powiedziała podnosząc wzrok na koszulkę - I oczywiście Reprezentacja Niemiec - w końcu powiedziała
- To była przyjemność grać w tych koszulkach
- Mam też koszulkę Reprezentacji Niemiec... Z twoim numerem na plecach - powiedziała
- Naprawdę?! - zapytałem przybliżając się do niej
- Tak... Kto to jest? - zapytała mnie odchodząc i wskazując ręką na zdjęcie w ramce
- Moja rodzina... To jest moja mama Gulizar, mój ojciec Mustafa i moje rodzeństwo: Multu, Nese i Duygu
- Masz wspaniałą rodzinę - powiedziała
- Lepszej nie mogłem sobie wymarzyć... Idziemy dalej?
- Jasne!

Zabrałem Marthę na górę do garderoby z moimi butami.

- Wow! Masz więcej butów niż ja... Nawet myślałam, że mam za dużo, wygrałeś tym razem - powiedziała
- Cóż... Mam dużo butów, Nike'i są moją słabością - w końcu przyznałem
- Musimy iść razem na leczenie... Mam kolekcje tych butów, ale znacznie mniejszą niż ty

Oboje się zaśmialiśmy, nie zdawałem sobie sprawy jak wiele mamy wspólnego, następną rzeczą jaką chciałem jej pokazać to mój pokój.

- Przepraszam za bałagan.. - powiedziałem wchodząc do środka
- Nie widzę żadnego bałaganu - powiedziała stojąc przy futrynie

Mój pokój jest taki jak każdy, łóżko z białą pościelą, mały balkon i telewizor. Potem zabrałem ją do ogródka z tyłu domu, Rocky podbiegł do Marthy i zaczęła się z nim bawić.

- Masz basen i małe boisko... ten dom jest jeszcze lepszy niż mój w Meksyku - powiedziała
- Możesz wpaść kiedy chcesz, zawsze będziesz witana z otwartymi ramionami... Oprócz tego, Rocky cię kocha - powiedziałem patrząc na nią jak bawi się z Rocky'im
- Ja też go uwielbiam!
- Może cię odwieźć do domu?
- Tak, zrobiło się już późno

Wsiedliśmy do samochodu i zacząłem jechać. Włączyłem muzykę, żeby nie było nudno. Akurat leciała moja ulubiona turecka piosenka

- Co to jest za język? - zapytała Martha
- Turecki, bardzo dobrze go znam, mam tureckie korzenie
- Wiem, czytałam o tym... Rzecz w tym, że nigdy nie słyszałam kogoś kto mówił po turecku, nawet piosenki - powiedziała
- Jeśli chcesz mogę cię nauczyć kilku zwrotów - powiedziałem patrząc na nią
- To będzie przyjemność, kolejny język do mojego CV
- W ilu językach mówisz?
- Po angielsku, francusku, mogę też porozmawiać po włosku, teraz uczę się w szkole niemieckiego i oczywiście hiszpański
- Uczysz sie niemieckiego? - zapytałem zaskoczony
- Tak, to był tylko jeden język który mogłam wybrać
- Jeśli będziesz potrzebować pomocy daj mi znać - powiedziałem patrząc na drogę
- Dzięki!
- Martha, mogę cię o coś zapytać?
- Jasne, co się dzieje?
- Dlaczego Gonzalo chciał z tobą rozmawiać na osobności? - w końcu powiedziałem
- Oh! To... Rzecz w tym, że Gonzalo lubi Monice, dlatego pytał się czy mogłabym mu pomóc
- O, to dobrze... To znaczy, myślę, że się bardzo do siebie podobni..
- Tez mi się tak wydaję...

Następną piosenką, właściwie też moją ulubioną była Loud Maca Millera. Martha spojrzała na mnie z bardzo zdezorientowaną miną.

- Lubisz rap? - zapytała
- Tak, a ty?
- Kilka piosenek... Nie jestem wielkim fanem, ale tą lubię

Martha zaczęła tańczyć do rytmu piosenki, w jednym momencie ściągnęła moją czapkę i założyła ją, wyglądała uroczo próbując naśladować ruchy raperów. Nie mogłem się nie zaśmiać. Po chwili byliśmy już na miejscu, wysiedliśmy z samochodu, otworzyłem jeszcze bagażnik żeby wyjąć jej torbę. Nadal miała na sobie moją czapkę

- Dziękuje za miły dzień
- Nie ma za co, to był niesamowity dzień.. Oh to twoje... - Powiedziała podając mi czapkę
- Zatrzymaj ją, wygląda lepiej na tobie
- Dzięki, więc do zobaczenia!
- Brzmi dobrze

Martha przytuliła mnie, tęskniłem za tym. Położyłem moje ręce na jej talii a ona swoje wokół mojej szyi. Po chwili Martha uśmiechnęła się do mnie i weszła do budynku. To był świetny dzień, przynajmniej wiem co Gonzalo chciał od Marthy.

Cześć!

Miesiąc mnie nie było, bardzo was przepraszam że nic nie dodawałam. Dzisiaj dopiero przyjechałam do domu. Po maturze wyjechałam z rodzicami na niespodziewane tygodniowe wakacje żeby uczcić zakończenie wszystkich egzaminów. :)

Na pewno może was zaskoczyć zmiana wyglądu. Wiem, wiem. Rewelacji nie ma, ale chciałam żeby zrobiło się bardziej przejrzyście, zależało mi na kolumnie obok a przy poprzednim szablonie nie mogłam sobie na nią pozwolić. Mam nadzieję, że wam się chociaż troszkę podoba, spędziłam nad tym pół dnia o dziwo :D

Zabieram się za kolejny rozdział, trzymajcie się cieplutko!