Nie mogłam uwierzyć! Jestem w Brazylii na Międzynarodowym Turnieju Piłkarskim! Jako, że jestem fanem piłki nożnej to jest jak spełnienie marzeń!
Właśnie przyjechałam do hotelu, pokój jest idealny, ma widok na plaże i balkon.
Niemcy miały zamiar zadebiutować w ciągu tygodnia. Zobaczę mojego chłopaka grającego dla swojego kraju w tak ważnym wydarzeniu po raz pierwszy. Tak wiem, na pewno zastanawiacie się kim jest mój chłopak, ale najpierw muszę wam powiedzieć w jaki sposób się tutaj dostałam...
To było lato. Mój szósty semestr studiowania psychologi w Meksyku, miałam szansę żeby wyjechać i studiować kolejne trzy semestry za granicą. Zdecydowałam się na wyjazd do Madrytu, ponieważ byłam tam wcześniej i kocham to miasto.
Zaczęłam przygotowywać się do wyjazdu i załatwić wszystkie swoje sprawy. Nie byłam z tym sama, była za mną moja najlepsza przyjaciółka Monica, która jedzie ze mną, zawarłyśmy umowę.
Naszedł ten dzień, dzień w którym muszę opuścić Meksyk żeby żyć jednym ze swoich marzeń, mieszkać w Europie. Zostawić wszystko, mój dom, moją mamę, siostrę, moich przyjaciół, jedzenie. Teraz muszę zrobić wszystko sama, mama mi nie pomoże, ale przynajmniej mam Monice a ona ma mnie, to będzie nasza przygoda.
Na lotnisku, byłyśmy bardzo podekscytowane wejściem na pokład samolotu, ale też byłyśmy smutne tym, że musimy się pożegnać z naszymi rodzinami.
Zgłosiłam się do odprawy przed wylotem. Rozmawiałam z mamą i siostrą w kawiarni a po godzinie musiałyśmy podejść do bramek. W końcu nadszedł moment, żeby się pożegnać, rozpłakałam się, był to pierwszy raz kiedy leciałam aż tak daleko na dosyć długo.
- Trzymaj się i zawsze pamiętaj, kocham cię. - powiedziała moja mama
- Wierz mi albo nie, ja też będę bardzo tęsknić. - odparła moja siostra
- Kocham was obie, dziękuje wam za to. - powiedziałam mojej mamie - Wy też się trzymajcie.
Przytuliłam je i odeszłam. Czekałam chwilę na Monice. Przy bramkach wszystko wyglądało jak sen, nie mogłam uwierzyć że to prawda.
Dostałyśmy się do samolotu i błyskawicznie zasnęłyśmy. Po dwunastu godzinach wylądowaliśmy w Madrycie.
Najpierw musiałyśmy odebrać nasze bagaże i iść do wyjścia. Czekała tam na nas kobieta z uniwersytetu. Zabrała nas do mieszkania, była to bardzo przyjemna okolica, restauracje i sklepy były blisko. Stacja metra również, mogłyśmy się dostać nią aż do samego centrum miasta. Miałyśmy tylko jeden tydzień do naszego pierwszego dnia na uniwersytecie.
Dostałyśmy się do mieszkania, było świetne, miało małą, ale funkcjonalną kuchnię, w salonie był telewizor (do oglądania piłki nożnej, szczególnie do oglądania meczy Realu Madryt). Mamy dwa pokoje, mój ma balkon i widok na ulice.
W ciągu tego tygodnia zaczęłyśmy trochę poznawać miasto. Byłam tutaj dwa razy, więc trochę pamiętam. Nasz pierwszy tydzień zleciał bardzo szybko i musiałyśmy iść do uniwersytetu. Grupa uczniów okazała się niesamowita, po zajęciach poszłam zobaczyć trening drużyny piłkarskiej. Grałam w piłkę nożną w Meksyku, dlatego chciałam też spróbować dostać się tutaj, ale udało się, treningi były codziennie po szkole.
Więc to były nasze pierwsze dwa tygodnie w Madrycie, na przyzwyczajaniu się do używania metra i na dojście do domu po treningu. Robię to samo codziennie po zajęciach. Idę na metro i jadę do domu. Ale jednego dnia coś się zdarzyło. Szłam ze stacji metra do domu, miałam włożone słuchawki i słuchałam muzyki. Nienawidzę chodzić w ciszy. Byłam rozproszona. Nie widziałam, że ktoś idzie w moim kierunku. Uderzyłam go i upadliśmy.
Rozmawiał z kimś przez telefon z dziwnym akcentem, którego nie mogłam rozpoznać. Natychmiast rozłączył się i pomógł mi wstać. Wtedy podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy, to była pierwsza rzecz jaką zauważyłam u niego. Jego twarz wyglądała znajomo, ale nie byłam w stanie przypomnieć sobie gdzie ją wcześniej widziałam.
Przez ułamek sekundy stałam tam, nie mogąc się ruszyć z otwartymi szeroko oczami i ustami. Usłyszałam jego łagodny głos mówiący do mnie:
- Wszystko w porządku? To była moja wina. Byłem rozkojarzony i nie widziałem, że idziesz. - powiedział
Po tym co wydawało się jak wieczność dopiero byłam w stanie zareagować.
- Nic mi nie jest, nie martw się. Też byłam rozkojarzona - Odpowiedziałam
****
Po wielokrotnym czytaniu i analizowaniu tekstu nadszedł czas publikacji.
Proszę, dajcie mi znać co myślicie, czy wam się podoba czy też nie,
albo co wypadałoby zmienić żeby się jeszcze przyjemniej czytało.
Eliza
UUU końcówka nono :DD
OdpowiedzUsuń