Jeśli ktoś tutaj jest ze mną, jakaś zbłąkana dusza, proszę dajcie mi znać, że jesteście, co myślicie! :) Przed nami drugi rozdział, mam nadzieję, że się wam spodoba. Miłego czytania!
Mesut's POV
To było trochę lekkomyślne, rozmawiałem przez telefon z moim bratem Multu podczas spacerowania wzdłuż sąsiedztwa. Właściwie lubię podróżować incognito żeby móc nauczyć się więcej o mieście, mimo tego że mieszkam już tutaj długo, jeszcze nie znam go całkowicie. Ubieram baseballówkę i okulary, ludzie nie rozpoznają mnie. Nie patrzyłem gdzie idę, nie widziałem nikogo kto idzie w moim kierunku i potrąciłem dziewczynę. Wstałem szybko i pomogłem jej wstać, kiedy nasze oczy się spotkały wydarzyło się coś. Nie wiem co to było, ale nigdy nie czułem czegoś takiego, para dużych i pięknych brązowych oczu patrzyła na mnie z ciekawością. Muszę przyznać, że ta dziewczyna była bardzo ładna, miała upięte włosy w kucyka ale mogłem zobaczyć, że były faliste, lekko różowe policzki wyróżniały się w porównaniu z jej białą cerą, miała kilka piegów na kościach policzkowych. Dosłownie czytaliśmy siebie do czasu kiedy mogłem zareagować.
- Wszystko w porządku? To była moja wina. Byłem rozkojarzony i nie widziałem, że idziesz. - powiedziałem, żeby przerwać ciszę pomiędzy nami
- Nic mi nie jest, nie tylko ty byłeś rozkojarzony - jej głos był naprawdę piękny, idealnie do niej pasował.
- Mieszkasz tutaj?
- Tak, kilka ulic dalej. A ty? - Zapytała z ciekawością w jej oczach
- Nie, mieszkam trochę dalej. Nie jesteś stąd, prawda? - Próbowałem nie brzmieć niegrzecznie
- Skąd to wiesz? - Zapytała nieco zaskoczona
- Ten sposób w jaki mówisz, ja też nie jestem stąd
- Oh! Skąd w takim razie jesteś?
- Jestem z Niemiec, a ty?
- Z Meksyku - powiedziała śmiejąc się
- Słyszałem, ze to piękne miejsce - powiedziałem uśmiechając się
- Tak, to prawda
- Widzę, że grasz w piłkę nożną - powiedziałem odnosząc się do jej torby treningowej, która trzymała na ramieniu
- Tak, jestem w drużynie na uniwersytecie. Właśnie wracam z treningu
- Przepraszam za złe maniery. Nie zapytałem cię jak masz na imię
- Mam na imię Martha, a ty? - piękne imię dla pięknej dziewczyny
- Mesut - powiedziałem, podając jej rękę i potrząsając nią
- Co za zbieg okoliczności, masz takie samo imię jak piłkarz
- Każdy mówi mi to samo - Drążyłem dalej, chciałem zobaczyć co z tego wyniknie
- Cóż, to nie jest zbyt znane imię, właściwie trochę wyglądasz jak on
Ściągnąłem swoje okulary, i spojrzałem na nią, jej wyraz twarzy kompletnie się zmienił, jej oczy nieznacznie sie powiększył, otworzyła szerzej usta, zrobiła krok do tyłu, myślę że próbowała coś powiedzieć ale nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku.
- Jesteś Ozil... Mesut Ozil - powiedziała prawie szepcąc, ale mogłem ją słyszeć
- Tak, to ja
- Co za niespodzianka, rozmawiam i stoję przed piłkarzem Realu Madryt
Uśmiechnąłem się na jej reakcję, wyglądała ładniej gestykulując rękoma, znalazła odpowiednie słowa żeby mówić, jej policzki nieznacznie się zaczerwieniły.
- Pozwól mi powiedzieć. Jestem wielką fanką Realu Madryt i die Mannschaft. Nie wiem jak mogłam cię nie rozpoznać, twoja twarz wydawała mi się znajoma - powiedziała znaczniej szybciej niż zwykle
- Hahaha, zdarza się. Chciałabyś kontynuować naszą rozmowę w innym miejscu, jeśli masz czas oczywiście? - zapytałem, nie chciałem brzmieć zbyt odważnie, ale chciałem kontynuować tą rozmowę gdzieś indziej.
- Zapraszasz mnie na drinka czy coś - powiedziała zwracając uwagę na to co mówi
- Chyba tak
- To byłaby przyjemność
- Znam fajne miejsce blisko ciebie, możemy tam iść.
- Jasne, ok
Zaczęliśmy iść w kierunku mojego ulubionego miejsca. Musiałem z powrotem założyć moje okulary. Idą wzdłuż, spokojnie spojrzałem na nią, wyglądała na bardzo zdenerwowaną, bawiła się swoimi dłońmi, dopóki nie włożyła ich do kieszeni. Kiedy dotarliśmy na miejsce, otworzyłem dla niej drzwi żeby weszła do środka, zrobiłem to samo. Była to mała dyskretna kawiarnia, chodzę tu często kiedy chcę być sam, ale ten moment był wyjątkiem. Odprowadziłem ją do stolika na końcu kawiarni, gdzie mogliśmy spokojnie porozmawiać. Usiedliśmy i kelner do nas podszedł żeby wziąć zamówienie. Poprosiłem o mrożoną herbatę a ona o lemoniadę. Myślałem jak zacząć rozmowę do momentu kiedy coś przyszło mi na myśl.
- Więc, co robisz w Madrycie? - powiedziałem przerywając ciszę
- Przyjechałam tutaj studiować przez półtora roku
- Co studiujesz?
- Psychologię - odpowiedziała dumnie
- Psychologia i piłka nożna, dziwna kombinacja
- Wiem, wielu ludzi mówi mi to sam
- Jesteś sama w Madrycie czy mieszkasz z kimś?
- Przyjechałam z moją przyjaciółką Monicą, mieszkamy razem
- Więc, jeśli studiujesz i mieszkasz sama w Madrycie to ile masz lat?
- Mam 21 lat, w październiku skończę 22
- Naprawdę? Co za zbieg okoliczności, moje urodziny też są w październiku
- Naprawdę? - Powiedziała zaskoczona
- Tak, jaki to dzień?
- 28 a twój?
- Moje są 15. Kiedy ukończysz studia?
- Za półtora roku, za tyle za ile wyjadę stąd
- Wow, to naprawdę szybko
- Tak, chciałabym je już skończyć. A ile ty masz lat?
- Ja mam 24, w październiku skończę 25.
- Jak długo mieszkasz już w Madrycie?
- Odkąd kupił mnie klub w 2010 roku, mieszkam tutaj już 3 lata
- Wyobrażam sobie, że ciężko jest się dopasować i przyzwyczaić mieszkać w innym mieście i grać tutaj. Tutaj jest znacznie inaczej niż w Niemczech, prawda?
- Będę szczery, na początku było naprawdę ciężko, język wcale mi nie pomógł, ale za to koledzy z drużny bardzo, ale najtrudniejszą częścią wyjazdu było pozostawienie rodziny.
- Tak, rozumiem. Za rodziną tęskni się najbardziej.
Krótki dźwięk przerwał naszą rozmowę. Widziałem, że wyciągnęła telefon i zaczęła pisać. Wziąłem łyk mrożonej herbaty dopóki nie skończyła pisać.
- Przepraszam Mesut, ale muszę już iść.
- Dlaczego?
- Jest już trochę późno, moja przyjaciółka się martwi, że jeszcze nie ma mnie w domu.
- Dobrze, pozwól się odprowadzić do domu.
- Nie, to naprawdę zbyteczne, to jest całkiem blisko, mogę iść sama.
- Nalegam.
- Ale jak chcesz wrócisz?
- Pozwól, że wezmę samochód i cię odwiozę. Poczekaj tutaj, zaraz wrócę.
Zapłaciłem rachunek, Martha nalegała że zapłaci za siebie. Całkowicie odmówiłem. Opuściłem kawiarnie i poszedłem kilka bloków dalej, gdzie zostawiłem zaparkowany samochód. Wsiadłem i odjechałem z powrotem. Kiedy dotarłem do kawiarni, zobaczyłem ją, kiedy przeglądała jakieś magazyny i od razu się uśmiechnąłem. Martha spojrzała na mnie i podeszła. Odprowadziłem ją do samochodu, otworzyłem jej drzwi, żeby wsiadła. Dała mi kilka wskazówek jak dostać się do jej mieszkania i krócej niż myślałem dotarliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu.
- Więc, jesteśmy, dzięki za odwiezienie mnie do domu.
- Nie, nie ma za co. Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne, słucham?
- Mogę dostać twój numer telefonu? Jeśli chcesz...
- Oh! Pewnie - odpowiedziała nieco zaskoczona
Podałem jej swój telefon żeby mogła wpisać numer. W środku byłem szczęśliwy, ale nadal nie wiem dlaczego.
- Cóż, muszę już iść - powiedziała przywracając mnie do równowagi
- Ok, spędziłem miło czas z tobą - powiedziałem bezmyślnie
- Ja też - powiedziała zawstydzona
- Nie wiem... Jeśli chciałabyś ze mną kiedyś wyjść... - Naprawdę chciałem żeby powiedziała 'tak'
- Z przyjemnością - uśmiechnęła się
- Dobrze, idę, to była przyjemność cię spotkać
- Dla mnie też
- Do zobaczenia!
- Do zobaczenia Mezut! - powiedziała wchodząc do budynku
Wsiadłem ponownie do samochodu. Śmiałem się jak głupek. Myślę, że to był najlepszy dzień w moim życiu.
Fajna nocia :) Chciałabym być na miejscu Marthy :))
OdpowiedzUsuń