sobota, 9 lutego 2013

Like a Star - Rozdział 3

Kto dzisiaj ogląda mecz Real Madryt vs Sevilla FC? Jeszcze tylko dosłownie kilka minut! Co prawda tym razem bez Mesuta, ale miejmy nadzieję, że wejdzie chociaż na drugą połowę :)

Z racji tego postanowiłam dodać kolejny rozdział, jeśli nie doczekam się żadnego komentarza nie będzie następnego rozdziału, muszę was trochę zaszantażować :D

Trzymajcie się! Miłego czytania a przede wszystkim meczu pełnego wrażeń xx




Martha's POV

Pożegnałam się z Mesutem i weszłam do budynku. Czekałam chwilę na windę z racji tego, ze mieszkamy na piątym piętrze. Kiedy przekroczyłam próg mieszkania zobaczyłam, że w kuchni jest Monica i coś gotuje. 

- Już jestem!
- Gdzie byłaś? - zapytała zmartwiona
- Nie uwierzysz kogo spotkałam!
- Jeszcze nie opanowałam czytania w myślach, więc po prostu mi powiedz
- Mesuta Ozila... - chciałam kontynuować, ale mi przerwała
- NIE MOŻE BYĆ! PIŁKARZA? - powiedziała bardzo zaskoczona, prawie krzycząc
- Tak, tak tego piłkarza
- Jak było? Powiedz mi wszystko po kolei! - powiedziała i usiadłyśmy w salonie

Zaczęłam jej opowiadać wszystko od momentu, gdy usiedliśmy w kawiarni, Monica uważnie słuchała i czasami się wtrącała. Nie myślałam o tym co się wydarzyło aż do teraz.

- Wow, jesteś szczęściarą! Nawet nie jesteśmy tutaj przez miesiąc a ty już spotkałaś znaną osobą, i on jest piłkarzem, jeszcze lepiej!- Tak wiem
- Cóż, to było bardzo miłe z jego strony zapraszając cię do kawiarni po tym całym zderzeniu
- Tak, nie każdy to robi
- Ale nie powiedziałaś mi jaki on jest, jak wygląda naprawdę
- Myślę, że widziałaś go jak gra, nie jest inny. Jest wysoki, ma bardzo ładne oczy i słodki uśmiech...
- Myślę, że ktoś się tutaj zakochał...
- Co ty mówisz? Nie jestem zakochana, ledwo go znam
- Ten sposób w jakim o nim mówisz, z twoich oczu można wyczytać wszystko
- Nie mów niemądrych rzeczy, idę wziąć prysznic

Poszłam do mojego pokoju i wzięłam potrzebne rzeczy. Po kąpieli włączyłam komputer i zaczęłam rozmawiać przez Skype z moją rodziną i przyjaciółmi. Potem zgasiłam wszystkie światła, z wyjątkiem lampki nocnej i zaczęłam czytać "Anioły i Demony' Dana Browna, jeśli mnie pamięć nie myli czytałam to już chyba piąty raz, to była moja ulubiona książka. Byłam skupiona na czytaniu, ale dźwięk telefonu wyrwał mnie z transu. Podniosłam go i zobaczyłam wiadomość od nieznajomego nadawcy. Niezdecydowanym ruchem nacisnęłam przycisk 'otwórz'


''Wspaniale było cię dzisiaj spotkać. Słodkich snów. Mesut'

To było bardzo miło z jego strony. Długo myślałam co mu odpisać. Jestem w tym beznadzieja, ale coś musiałam.


"Cała przyjemność po moje stronie. Śpij dobrze, Martha"


Wyłączyłam telefon i zaczęłam myśleć 'Czy coś może się wydarzyć pomiędzy nami? Zwykle on spotyka się z dziewczynami takimi jak ja...'

W końcu zasnęłam, zatracona w swoich myślach.

Następnego dnia miałam mecz, więc wstałam, zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły. Ku mojemu zadowoleniu wygraliśmy. Właściwie strzeliłam gola, i byłam już prawie gotowa żeby iść do domu kiedy zadzwonił mój telefon.

- Słucham?
- Cześć Martha, z tej strony Mesut - jego głos brzmiał zupełnie inaczej przez telefon
- Oh! Cześć, co za niespodzianka, co słychać?
- Wszystko dobrze, a co u ciebie?
- Nie wiem jakby to powiedzieć...
- Jesteś zajęta czy coś?
- Nie, właśnie skończyłam mecz.
- Chciałem się zapytać czy możemy się dzisiaj spotkać, jeśli nie masz innych planów.
- Nie mam żadnych planów, wiec czemu nie.
- Ok, więc powiedz mi gdzie jesteś to cię odbiorę.
- Nie, to ty mi powiedz gdzie jesteś, nie chcę cie wykorzystywać.
- Nie robisz tego, powiedz mi gdzie jesteś i zaraz tam będę.
- Jestem koło Europejskim Uniwersytecie, niedaleko kampusu jest stacja metra La Moraleja.
- Wiem gdzie to jest, właściwie dosyć blisko mojego domu. W jakiej części jesteś?
- Poczekam na ciebie przy parkingu.
- Ok, do zobaczenia za 15 minut.
- Ok, do zobaczenia.
- Pa.

Skończyłam pakować swoje rzeczy, pożegnałam się ze znajomymi i wyszłam żeby poczekać na Mesuta. Wkrótce przyjechał, wyszedł z samochodu i do mnie podszedł

- Ciężko było się tutaj dostać?
- Nie, było w porządku. Jak mecz? - zapytał z ciekawością
- Dobrze, wygraliśmy. Właściwie strzeliłam gola - powiedziałam dumnie, to była moja pierwsza bramka.
- Gratulacje, może pewnego dnia będę mógł cię zobaczyć jak grasz, jeśli oczywiście chcesz.
- Nie jestem dobra, miałam tylko szczęście.
- Każdy czasami potrzebuje takiego szczęścia.
- Co będziemy robić? Masz jakiś pomysł?
- Możemy iść i zjeść lunch, potem coś wymyślimy.
- Brzmi dobrze.
- Więc chodźmy.

Odprowadził mnie do czarnego, eleganckiego Audi. Mesut jechał prosto do centrum Madrytu, podczas jazdy rozmawialiśmy o różnych rzeczach, z łatwością skakaliśmy z tematu na temat. To będzie bardzo ciekawy dzień. Bez wątpliwości.

2 komentarze:

  1. Super rozdział czekam na następny zapraszam na mój nowy blog miliony-obietnic.blogspot.com :P

    OdpowiedzUsuń