Krótkie Spotkanie
To był pierwszy dzień jej nowego życia, Angelica kochała już każdą jego sekundę. Z pewnością to był początek czegoś wspaniałego. Bóg wie, że ona na to zasługuje. Pracowała ciężko przez ostatnie lata na uniwersytecie i robiła wszystko jak tylko mogła dla swojej rodziny, ale teraz w końcu mogła zrobić coś dla samej siebie. Miała zamiar zrobić to, co naprawdę chciała i nikt nie mógł jej zatrzymać, zupełnie nikt. Chciała się dobrze bawić, to było pewne.
Dwa tygodnie. To wszystko co miała. Ale była piekielnie pewna, że chcę to zrobić nawet jeśli byłaby to ostatnia rzecz jaką mogłaby. Jechała do Madrytu, stolicy Hiszpanii dla niektórych. Centrum jej całego wszechświata, jej mały, słodki świat. Teraz wyruszyła w podróż nie tylko żeby spędzić najlepsze dwa tygodnie, sednem jest to, że ona nie chciała wracać. Co było dla niej w Utah że chciała mieszkać w mieście tak daleko od domu? Nie było sensu wracać, a pomysł spędzenia tylko dwóch tygodni napełniał ją przerażeniem. Ale nie teraz. Teraz był to czas dla niej żeby odpocząć i znaleźć sobie chłopaka!
Przeszła wzdłuż lotnisko i czekała na terminalu, uderzając opuszkami palców o brzeg walizki, desperacko czekając na lot. Ostatecznie mogłaby pocałować wszystkich na lotnisku, tak bardzo była podekscytowana! Usiadła sama w samolocie. Chciała skupić się na tym co wspaniałe, na tym co miało się wydarzyć. Rozsiadła się na fotelu i zasnęła.
'Przepraszam? Niech ktoś obudzi tą dziewczynę!
Usłyszała kogoś kto złapał brutalnie jej ramię i próbował zmusić ją żeby się obudziła. Otworzyła oczy, mrugnęła kilka razy i spojrzała na mężczyznę. Był starszy, z grubą twarzą i z cygarem w ustach
'Już nie śpię'. Zasyczała do niego kiedy wziął jej walizkę żeby wyjść z samolotu. Słyszała jak mamrocze 'Puta' ale tylko wywróciła oczami. Nie obchodziło jej co o niej myśli. Nie dbała już o to, co ktokolwiek o niej myśli. Wysiadła z samolotu i skierowała się w stronę sali przylotów. Poszła odebrać swój bagaż. Kiedy sięgnęła po swoją walizkę jej ręka uderzyła rękę kogoś innego, kto również chciał wziąć tą samą walizkę.
'To moje.' - powiedziała
'Nie, senorita, jestem pewny, że ta torba jest moja'
Powiedział głos. Mężczyzna. Zarumieniła się. Nawet brzmiał przystojnie i to w sposób jaki mówił. Podobało jej się jak nazwał ją 'senorita' chociaż nawet jej nie znał. Spojrzała na niego i zamrugała dwa razy. Nie wiedziała dlaczego ale miała całkiem zabawne uczucie. Tak jakby go znała. Miał brązowe znajome oczy, jego głos był podobny do kogoś... ale kim on był? Nie mogła sobie tego teraz przypomnieć.
'Cóż, ta torba jest moja.'
Kłóciła się dalej, biorąc walizkę z jego ręki. Odwróciła się żeby iść, kiedy on złapał ją znowu.
'Odczep się!!!' Krzyknęła na niego. On szybko położył rękę na jej ustach uciszając ją. Cholera, nawet ładnie pachniał, pomyślała. Wziął ją z dala od natłoku ludzi.
'Proszę, nie rób zamieszania. Przyłapią mnie.' Wyszeptał. Wtedy rozpoznała go. Ale nie! Nie może być! Za okularami i śmieszną czapką, to mógłby być on? Nie była pewna. Chciała zdjęć jego przebranie żeby sprawdzić jego tożsamość, ale nie chciała zwracać na niego uwagi. Jeśli to był on, byłaby tutaj paniczna pogoń fanów za nim. Na szczęście zaczął wypychać ją z lotniska. Wtedy prawie zakrzyczała. Ściągnął swoją czapkę i okulary, to był on. Cristiano Ronaldo. Stał na przeciw niej, wyglądał raczej na zirytowanego, masował nos w miejscu po okularach, które musiał nosić.
'Jestem pewny że to jest moja torba.' Powtórzył
Dwa tygodnie. To wszystko co miała. Ale była piekielnie pewna, że chcę to zrobić nawet jeśli byłaby to ostatnia rzecz jaką mogłaby. Jechała do Madrytu, stolicy Hiszpanii dla niektórych. Centrum jej całego wszechświata, jej mały, słodki świat. Teraz wyruszyła w podróż nie tylko żeby spędzić najlepsze dwa tygodnie, sednem jest to, że ona nie chciała wracać. Co było dla niej w Utah że chciała mieszkać w mieście tak daleko od domu? Nie było sensu wracać, a pomysł spędzenia tylko dwóch tygodni napełniał ją przerażeniem. Ale nie teraz. Teraz był to czas dla niej żeby odpocząć i znaleźć sobie chłopaka!
Przeszła wzdłuż lotnisko i czekała na terminalu, uderzając opuszkami palców o brzeg walizki, desperacko czekając na lot. Ostatecznie mogłaby pocałować wszystkich na lotnisku, tak bardzo była podekscytowana! Usiadła sama w samolocie. Chciała skupić się na tym co wspaniałe, na tym co miało się wydarzyć. Rozsiadła się na fotelu i zasnęła.
'Przepraszam? Niech ktoś obudzi tą dziewczynę!
Usłyszała kogoś kto złapał brutalnie jej ramię i próbował zmusić ją żeby się obudziła. Otworzyła oczy, mrugnęła kilka razy i spojrzała na mężczyznę. Był starszy, z grubą twarzą i z cygarem w ustach
'Już nie śpię'. Zasyczała do niego kiedy wziął jej walizkę żeby wyjść z samolotu. Słyszała jak mamrocze 'Puta' ale tylko wywróciła oczami. Nie obchodziło jej co o niej myśli. Nie dbała już o to, co ktokolwiek o niej myśli. Wysiadła z samolotu i skierowała się w stronę sali przylotów. Poszła odebrać swój bagaż. Kiedy sięgnęła po swoją walizkę jej ręka uderzyła rękę kogoś innego, kto również chciał wziąć tą samą walizkę.
'To moje.' - powiedziała
'Nie, senorita, jestem pewny, że ta torba jest moja'
Powiedział głos. Mężczyzna. Zarumieniła się. Nawet brzmiał przystojnie i to w sposób jaki mówił. Podobało jej się jak nazwał ją 'senorita' chociaż nawet jej nie znał. Spojrzała na niego i zamrugała dwa razy. Nie wiedziała dlaczego ale miała całkiem zabawne uczucie. Tak jakby go znała. Miał brązowe znajome oczy, jego głos był podobny do kogoś... ale kim on był? Nie mogła sobie tego teraz przypomnieć.
'Cóż, ta torba jest moja.'
Kłóciła się dalej, biorąc walizkę z jego ręki. Odwróciła się żeby iść, kiedy on złapał ją znowu.
'Odczep się!!!' Krzyknęła na niego. On szybko położył rękę na jej ustach uciszając ją. Cholera, nawet ładnie pachniał, pomyślała. Wziął ją z dala od natłoku ludzi.
'Proszę, nie rób zamieszania. Przyłapią mnie.' Wyszeptał. Wtedy rozpoznała go. Ale nie! Nie może być! Za okularami i śmieszną czapką, to mógłby być on? Nie była pewna. Chciała zdjęć jego przebranie żeby sprawdzić jego tożsamość, ale nie chciała zwracać na niego uwagi. Jeśli to był on, byłaby tutaj paniczna pogoń fanów za nim. Na szczęście zaczął wypychać ją z lotniska. Wtedy prawie zakrzyczała. Ściągnął swoją czapkę i okulary, to był on. Cristiano Ronaldo. Stał na przeciw niej, wyglądał raczej na zirytowanego, masował nos w miejscu po okularach, które musiał nosić.
'Jestem pewny że to jest moja torba.' Powtórzył
'A ja jestem pewna, że ona jest moja.' Wykrztusiła z siebie. 'Jest moja, jestem pewna. Ma taką kartkę na zewnątrz.'
Powiedziała pokazując mu fragment papieru z imieniem, który jasno mówił jej imię
'Oh.' Zaśmiał się.
'Cóż, wiem, że czasami lubię zatajać swoją tożsamość, ale nie wpadłbym na pomysł, żeby nazwać swoją walizkę Angelica.'
Podniósł na nią brwi, zaczerwieniła się. Mogłaby powiedzieć, że on prawdopodobnie miał w zwyczaju tak robić przed kobietami.
'Angelica jest ładnym imieniem, przy okazji.'
'Dzięki.' Znowu się zaczerwieniła. 'Dlaczego jesteś tak ubrany? Nie masz prywatnego samolotu czy coś?
'Nie nie!' Zaśmiał się ponownie. 'Wiem, że jestem arogancki i krzykliwy, ale nie jestem taki zły, querida. Jestem miłym facetem kiedy chcę! Latam tak cały czas. To całkiem fajna zabawa udając kogoś normalnego.
'Nie ma w tym wiele zabawy, kiedy musisz żyć tak z dnia na dzień. Kiedy masz wydatki i zmartwienia każdego dnia przez resztę życia, nie wiedząc skąd będziesz mieć pieniądze... Normalne życie jest z daleka od prostego.' Powiedziała mu kiedy odeszli kawałek dalej spod lotniska do postoju taksówek.
'Wyglądasz na taką która ma dobrą pracę, która po wszystkim przyjeżdża do Madrytu.' Powiedział a ona skinęła głową. Ciężko wzdychnął i Angelica spojrzała na jego przystojną figurę po raz pierwszy od momentu ich krótkiego spotkania, wyglądał tak dobrze.
'Angelica, dlaczego nie zaczęłaś krzyczeć i gonić mnie wzdłuż ulicy?'
'A mówiłeś, że nie jesteś arogancki.' Zachichotała i próbowała rozluźnić atmosferę. 'Nie jestem taka jak inne dziewczyny. Wiem kim jesteś i jestem wielką fanką, ale nie jestem typem osoby która robi niepotrzebne sceny przed publicznością. To jest bezcelowe. W dodatku odkryłam, że miałabym większe szansę porozmawiać z tobą.'
'Cóż, zadziałało.' Powiedział uśmiechając się. 'Muszę iść, przepraszam Angelica!'
'W porządku.' Nawet nie miała szansy żeby się pożegnać przed tym jak pobiegł. 'Gdzie idziesz?' Zapytała go.
'Odebrać moją walizkę!' Krzyknął przez ramię.
Angelica zatrzymała się i zaśmiała licząc wstecz. Trzy...... Dwa....... Jeden.
AAAAAAAAAAARGH!
Mogła usłyszeć wrzask krzyczących fanek nawet na zewnątrz. Halas był straszny. Witamy w Madrycie, pomyślała i uśmiechnęła się.
Biedny Cristiano. Zapomniał założyć okularów i czapki...
fajny rozdział ciekawie się zapowiada :D Zapraszam na moje blogi :)Pozdrawiem ;)
OdpowiedzUsuń