piątek, 1 sierpnia 2014

Like a Star - rozdział 22

Miłego i spokojnego weekendu Wam życzę! :)

***********




Martha’s POV


Piątek. Normalny dzień jak co dzień . Byłam na uczelni razem ze swoją grupą. Mesut miał trening, bo jutro mają ważny mecz, więc spędzi czas z drużyną aż do niedzieli rano. Idąc prosto przed siebie w tłumie usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. To był mój trener.


- W końcu cię znalazłem – powiedział
- Czy coś się stało trenerze? – zapytałam
- Martha, mogę cię prosić o przysługę? – zapytał poważnym tonem
- Jasne, co mogę zrobić?
- Nie idziesz dzisiaj na trening… - zaczął mówić
- Co?! Co zrobiłam?! – prawie krzyknęłam
- Uspokój się, nie idziesz dzisiaj na trening bo potrzebujemy cię do męskiej drużyny – powiedział próbując mnie uspokoić
- Wow, nie spodziewałam się tego, dlaczego mnie tam chcecie?
- Chcę nauczyć ich trochę techniki i przydasz mi się tam – powiedział
- Naprawdę?! Wydaję mi się, że nie jestem aż taka dobra
- Jesteś dobra! Więc co o tym myślisz? – zapytał
- Jasne! O której jest trening?
- O 19, zaraz po treningu dziewczyn
- Ok, w takim razie będę tam, trenerze - odpowiedziałam


Trener uśmiechnął się do mnie i poszedł. Potrzebuje zrobić jeszcze kilka rzeczy przed lunchem a potem trening z męską drużyną. Miałam w zwyczaju grać z moimi przyjaciółmi, kiedy zaczynałam swoją przygodę z piłką nożną więc jestem przyzwyczajona do ich towarzystwa. Po lunchu z przyjaciółmi poszłam do biblioteki żeby wziąć kilka książek, żeby napisać jedną pracę na zajęcia. I była pora żeby zająć się porządnym treningiem, z dziewczynami trener nie jest aż tak wymagający, wiec mam nadzieję, że ten trening będzie dobry. Poszłam do szatni, przebrałam się, i było już trochę późno, więc od razu pobiegłam na boisko, chłopcy już mieli rozgrzewkę, pobiegłam prosto do trenera który coś pisał w swoim notatniku. Podeszłam bliżej, spojrzał na mnie i powiedział, że mam też zrobić rozgrzewkę. Zaczęłam biec i czułam jak każdy na mnie patrzy. Robiłam swoje zadanie nie zdając sobie sprawy z tego co dzieję się wokół mnie. Kiedy rozgrzewka się skończyła, trener kazał mi podejść bliżej.


- Trenerze! Dlaczego ta dziewczyna jest tutaj? – zapytał wysoki blondyn
- No właśnie! – cała drużyna krzyknęła
- Chłopcy, to jest Martha, gra dla damskiej drużyny i jest tutaj żeby nam pomóc – powiedział trener
- Nie potrzebujemy pomocy, tym bardziej pomocy dziewczyny – powiedział inny chłopak, z brązowymi kręconymi włosami
- A właśnie, że potrzebujemy! – krzyknął trener
- Ta dziewczyna nie wie nic o piłce nożnej, one nawet nie wiedzą czym jest piłka – powiedział blondyn jeszcze raz
- Cóż, to ja jestem trenerem i jeśli mówię, że potrzebujemy jej pomocy tak właśnie jest – powiedział trener a ja stałam obok niego nie mówiąc nic
- A ja jestem kapitanem i mówię, że jej nie potrzebujemy! – znowu krzyknął blondyn
- Daniel, jeśli chcesz dalej przegrywać mecze, w porządku ale ona zostaje – powiedział trener raz jeszcze
- Trenerze mogę wyjść, nie chcę tworzyć jakiegoś niepotrzebnego chaosu – powiedziałam
- Nie, zostajesz – powiedział zamykając swój notes – Dobra, zaczynamy!


Chłopcy zaczęli biegać po boisku a ja stałam tam i nie wiedziałam co robić. Trener po chwili kazał mi iść z chłopakami i zacząć robić pary, dostałam bardzo miłego chłopaka, który był wyższy ode mnie, z uroczym uśmiechem, brązowymi włosami i pasującą białą koszulką do jego niesamowicie zielonych oczu. Miał na imię Alex, zaczęliśmy wtedy ćwiczyć z piłką. Czułam, że każdy na mnie patrzy, jestem do tego przyzwyczajona, że mężczyźni nie wierzą mi, że potrafię grać w piłkę i że kocham tak samo ten sport jak oni, więc to nie jest pierwszy raz kiedy mi się to zdarzyło. Teraz był moment na sprint. Trener podzielił nas na dwie grupy. Jedna grupa na jedną stronę boiska a druga na drugą. Mieliśmy biegać naprzeciw siebie. Teraz była moja kolej a moim przeciwnikiem był Daniel, kapitan, byliśmy na swoich miejscach gotowi do biegu. Mieliśmy przeszkody na naszej drodze, spojrzałam na niego i on zrobił to samo, nagle usłyszeliśmy gwizdek kapitana, biegłam tak szybko jakby od tego zależało moje życie. Pokonałam pierwszą przeszkodę bardzo łatwo, ale nie odwróciłam się żeby spojrzeć na przeciwnika, byłam skupiona na swoim wyścigu. Kiedy dobrnęłam do drugiej strony boiska położyłam swoje ręce na kolanach próbując złapać oddech, Usłyszałam pewien dźwięk, kiedy się odwróciłam zobaczyłam biegnącego Daniela, więc to znaczyło, że wygrałam. Uśmiechnęłam się do siebie, wyprostowałam się i ruszyłam na drugą stronę boiska. Po krótkiej przerwie i napiciu się wody zobaczyłam jak trener przygotowuje miejsce na rzuty wolne. Zawołał nas i czekaliśmy, stałam z przodu. 


- Dobra chłopcy, mamy poważny problem z rzutami wolnymi wiec teraz mamy czas żeby nad nimi popracować – powiedział trener


Zawołał jednego chłopaka i to było… straszne. Piłka nawet nie dotknęła słupka, to było dalekie od bramki. Kolejna osoba i ta sama historia. Nagle trener zawołał moje imię więc podeszłam do piłki.


- Ona to zepsuje – usłyszałam od jakiegoś chłopaka
- Patrzcie i uczcie się… - powiedział trener a reszta się zaśmiała


Wzięłam piłkę do ręki i ułożyłam ją po swojemu. Zrobiłam kilka kroków do tyłu, spojrzałam na bramkę i szukałam miejsca gdzie chcę kopnąć piłkę. Głęboki wdech, zamknęłam oczy i po prostu kopnęłam ją. Trafiłam, prosto w kąt tak jak chciałam. Każdy od zawsze mi mówił, że moją najsilniejszą umiejętnością są rzuty wolne. Ciągle je ćwiczyłam, oglądałam filmy i próbowałam strzelać na treningach. Podeszłam bez słowa tam gdzie wszyscy stali. ‘Ona jest dobra’ usłyszałam z tyłu i uśmiechnęłam się do siebie. Rozmawiałam z kilkoma osobami, i wydali się naprawdę sympatyczni. Po dłuższej chwili był rzut kapitana, odwrócił się żeby na mnie spojrzeć i kopnął piłkę, całkiem fatalnie. Na początku wydawało się, ze to będzie dobry rzut ale nic bardziej mylnego, wszystko było źle a on był wściekły.


- Martha, podejdź tutaj! – powiedział trener – Wytłumacz reszcie jak strzelasz rzuty wolne
- Cóż, próbuje podkręcił piłkę i kiedy ją kopnę jej kierunek całkowicie się zmienia dlatego bramkarz nie jest w stanie jej złapać, ale to zależy…
- Zależy ? – zapytał mnie
- Zależy gdzie jest piłka i barierka
- Jakiś jeszcze sposób?
- Zamiast kopnięcia z podbiciem robię to palcami dlatego zmierza bardziej ku środkowi
- Teraz wiecie trochę więcej… Ćwiczcie tak jak powiedziała!


Większość chłopców podeszło do mnie i zaczęli zarzucać mnie pytaniami jak ja to robię, więc starałam im to pokazać, wyjaśnić. Szczerze mówiąc to było całkiem fajne, starali się mnie słuchać i robić tak jak mówię, tylko jeden z nich, kapitan miał to wszystko gdzieś. Był sporym problemem. Po dłuższej chwili zebraliśmy się do domu. Oglądałam telewizję w salonie i zadzwonił telefon, kiedy spojrzałam na ekran nie mogłam przestać się uśmiechać.


- Hallo Mesut! – powiedziałam z moim dziwnym niemieckim akcentem
- Hallo mein Sonnenschein (Cześć kochanie) – powiedział Mesut
- Aww… Jak się masz?
- Zmęczony ale całkiem w porządku. A ty? Jak minął trening? – zapytał
- Było trochę inaczej ale fajnie
- Inaczej? To znaczy?
- Dzisiaj trenowałam z męską drużyną
- Naprawdę? Dlaczego? – zapytał
- Trener poprosił mnie o pomoc, nie było tak latwo na początku
- Dlaczego? Coś ci zrobili? – zapytał i mogłam usłyszeć, że zaczął się robić trochę zły
- Nie, po prostu nie chcieli mnie tam bo przecież dziewczyny nic nie wiedzą o piłce nożnej, przywykłam do tego
- Wiesz dużo o piłce nożnej zresztą jesteś świetna w tym co robisz! A niech to! Chciałbym tam być, powiedziałbym im coś – Mesut się zaśmiał
- Dzięki Mesut, ale na końcu już wcale nie było tak źle. Część z nich jest bardzo miła
- To cieszę się to słyszeć… Chcesz coś wiedzieć? – zapytał
- Co? – powiedziałam
- Tęsknie za tobą…
- Ja za tobą też – odpowiedziała
- Tak bardzo bym chciał żebyś tu ze mną była dodając mi otuchy
- Będę, nawet nie musisz mnie o to pytać - powiedziałam
- Wiem.. Chciałbym tylko żebyś była ze mnie dumna
- Ale ja jestem z ciebie dumna Mesut
- Wiesz, że to bardzo dużo dla mnie znaczy. Kiedy wrócę pierwszą rzeczą jaką zrobię będzie zobaczenie ciebie
- A ja w takim razie będę czekać
- Muszę już iść… Porozmawiamy później?
- Pewnie
- Do usłyszenia!
- Dobranoc Mesut, słodkich snów
- Żyje w śnie… - powiedział


Rozłączyliśmy się a ja dalej uśmiechałam się głupio, nie wiem co się dzieję ze mną kiedy za każdym razem widzę Mesuta albo nawet o nim pomyślę. Mam takie dziwne uczucie… Wydaję mi się, że zmieniłam się w jakiś sposób ale nie bardzo rozumiem w jaki. To będzie długi weekend bez niego obok…

2 komentarze:

  1. fajnie ze wrocilas, minelo sporo czasu. powodzenia ;)
    rozdzial jak zawsze swietny, tylko za krotki... czekam na nastepny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak miło jest widzieć komentarz! Już myślałam, że nikt nie pamięta :(
    Dziękuje!

    OdpowiedzUsuń