Miłego i spokojnego weekendu Wam życzę! :)
***********
Martha’s POV
Piątek.
Normalny dzień jak co dzień . Byłam na uczelni razem ze swoją grupą. Mesut miał
trening, bo jutro mają ważny mecz, więc spędzi czas z drużyną aż do niedzieli
rano. Idąc prosto przed siebie w tłumie usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię.
To był mój trener.
-
W końcu cię znalazłem – powiedział
-
Czy coś się stało trenerze? – zapytałam
-
Martha, mogę cię prosić o przysługę? – zapytał poważnym tonem
- Jasne, co mogę zrobić?
- Nie idziesz dzisiaj na trening… - zaczął mówić
- Co?! Co zrobiłam?! – prawie krzyknęłam
- Uspokój się, nie idziesz dzisiaj na trening bo
potrzebujemy cię do męskiej drużyny – powiedział próbując mnie uspokoić
- Wow, nie spodziewałam się tego, dlaczego mnie tam
chcecie?
- Chcę nauczyć ich trochę techniki i przydasz mi się
tam – powiedział
- Naprawdę?! Wydaję mi się, że nie jestem aż taka
dobra
- Jesteś dobra! Więc co o tym myślisz? – zapytał
- Jasne! O której jest trening?
- O 19, zaraz po treningu dziewczyn
- Ok, w takim razie będę tam, trenerze -
odpowiedziałam
Trener uśmiechnął się do mnie i poszedł. Potrzebuje
zrobić jeszcze kilka rzeczy przed lunchem a potem trening z męską drużyną.
Miałam w zwyczaju grać z moimi przyjaciółmi, kiedy zaczynałam swoją przygodę z
piłką nożną więc jestem przyzwyczajona do ich towarzystwa. Po lunchu z
przyjaciółmi poszłam do biblioteki żeby wziąć kilka książek, żeby napisać jedną
pracę na zajęcia. I była pora żeby zająć się porządnym treningiem, z
dziewczynami trener nie jest aż tak wymagający, wiec mam nadzieję, że ten
trening będzie dobry. Poszłam do szatni, przebrałam się, i było już trochę
późno, więc od razu pobiegłam na boisko, chłopcy już mieli rozgrzewkę,
pobiegłam prosto do trenera który coś pisał w swoim notatniku. Podeszłam
bliżej, spojrzał na mnie i powiedział, że mam też zrobić rozgrzewkę. Zaczęłam
biec i czułam jak każdy na mnie patrzy. Robiłam swoje zadanie nie zdając sobie
sprawy z tego co dzieję się wokół mnie. Kiedy rozgrzewka się skończyła, trener
kazał mi podejść bliżej.
- Trenerze! Dlaczego ta dziewczyna jest tutaj? – zapytał
wysoki blondyn
- No właśnie! – cała drużyna krzyknęła
- Chłopcy, to jest Martha, gra dla damskiej drużyny i
jest tutaj żeby nam pomóc – powiedział trener
- Nie potrzebujemy pomocy, tym bardziej pomocy
dziewczyny – powiedział inny chłopak, z brązowymi kręconymi włosami
- A właśnie, że potrzebujemy! – krzyknął trener
- Ta dziewczyna nie wie nic o piłce nożnej, one nawet
nie wiedzą czym jest piłka – powiedział blondyn jeszcze raz
- Cóż, to ja jestem trenerem i jeśli mówię, że
potrzebujemy jej pomocy tak właśnie jest – powiedział trener a ja stałam obok
niego nie mówiąc nic
- A ja jestem kapitanem i mówię, że jej nie
potrzebujemy! – znowu krzyknął blondyn
- Daniel, jeśli chcesz dalej przegrywać mecze, w
porządku ale ona zostaje – powiedział trener raz jeszcze
- Trenerze mogę wyjść, nie chcę tworzyć jakiegoś
niepotrzebnego chaosu – powiedziałam
- Nie, zostajesz – powiedział zamykając swój notes –
Dobra, zaczynamy!
Chłopcy zaczęli biegać po boisku a ja stałam tam i nie
wiedziałam co robić. Trener po chwili kazał mi iść z chłopakami i zacząć robić
pary, dostałam bardzo miłego chłopaka, który był wyższy ode mnie, z uroczym
uśmiechem, brązowymi włosami i pasującą białą koszulką do jego niesamowicie
zielonych oczu. Miał na imię Alex, zaczęliśmy wtedy ćwiczyć z piłką. Czułam, że
każdy na mnie patrzy, jestem do tego przyzwyczajona, że mężczyźni nie wierzą
mi, że potrafię grać w piłkę i że kocham tak samo ten sport jak oni, więc to
nie jest pierwszy raz kiedy mi się to zdarzyło. Teraz był moment na sprint. Trener
podzielił nas na dwie grupy. Jedna grupa na jedną stronę boiska a druga na
drugą. Mieliśmy biegać naprzeciw siebie. Teraz była moja kolej a moim
przeciwnikiem był Daniel, kapitan, byliśmy na swoich miejscach gotowi do biegu.
Mieliśmy przeszkody na naszej drodze, spojrzałam na niego i on zrobił to samo,
nagle usłyszeliśmy gwizdek kapitana, biegłam tak szybko jakby od tego zależało
moje życie. Pokonałam pierwszą przeszkodę bardzo łatwo, ale nie odwróciłam się
żeby spojrzeć na przeciwnika, byłam skupiona na swoim wyścigu. Kiedy dobrnęłam
do drugiej strony boiska położyłam swoje ręce na kolanach próbując złapać
oddech, Usłyszałam pewien dźwięk, kiedy się odwróciłam zobaczyłam biegnącego
Daniela, więc to znaczyło, że wygrałam. Uśmiechnęłam się do siebie, wyprostowałam
się i ruszyłam na drugą stronę boiska. Po krótkiej przerwie i napiciu się wody
zobaczyłam jak trener przygotowuje miejsce na rzuty wolne. Zawołał nas i
czekaliśmy, stałam z przodu.
- Dobra chłopcy, mamy poważny problem z rzutami
wolnymi wiec teraz mamy czas żeby nad nimi popracować – powiedział trener
Zawołał jednego chłopaka i to było… straszne. Piłka
nawet nie dotknęła słupka, to było dalekie od bramki. Kolejna osoba i ta sama
historia. Nagle trener zawołał moje imię więc podeszłam do piłki.
- Ona to zepsuje – usłyszałam od jakiegoś chłopaka
- Patrzcie i uczcie się… - powiedział trener a reszta
się zaśmiała
Wzięłam piłkę do ręki i ułożyłam ją po swojemu.
Zrobiłam kilka kroków do tyłu, spojrzałam na bramkę i szukałam miejsca gdzie
chcę kopnąć piłkę. Głęboki wdech, zamknęłam oczy i po prostu kopnęłam ją.
Trafiłam, prosto w kąt tak jak chciałam. Każdy od zawsze mi mówił, że moją
najsilniejszą umiejętnością są rzuty wolne. Ciągle je ćwiczyłam, oglądałam filmy
i próbowałam strzelać na treningach. Podeszłam bez słowa tam gdzie wszyscy
stali. ‘Ona jest dobra’ usłyszałam z tyłu i uśmiechnęłam się do siebie.
Rozmawiałam z kilkoma osobami, i wydali się naprawdę sympatyczni. Po dłuższej
chwili był rzut kapitana, odwrócił się żeby na mnie spojrzeć i kopnął piłkę,
całkiem fatalnie. Na początku wydawało się, ze to będzie dobry rzut ale nic
bardziej mylnego, wszystko było źle a on był wściekły.
- Martha, podejdź tutaj! – powiedział trener –
Wytłumacz reszcie jak strzelasz rzuty wolne
- Cóż, próbuje podkręcił piłkę i kiedy ją kopnę jej
kierunek całkowicie się zmienia dlatego bramkarz nie jest w stanie jej złapać,
ale to zależy…
- Zależy ? – zapytał mnie
- Zależy gdzie jest piłka i barierka
- Jakiś jeszcze sposób?
- Zamiast kopnięcia z podbiciem robię to palcami
dlatego zmierza bardziej ku środkowi
- Teraz wiecie trochę więcej… Ćwiczcie tak jak
powiedziała!
Większość chłopców podeszło do mnie i zaczęli zarzucać
mnie pytaniami jak ja to robię, więc starałam im to pokazać, wyjaśnić. Szczerze
mówiąc to było całkiem fajne, starali się mnie słuchać i robić tak jak mówię,
tylko jeden z nich, kapitan miał to wszystko gdzieś. Był sporym problemem. Po
dłuższej chwili zebraliśmy się do domu. Oglądałam telewizję w salonie i
zadzwonił telefon, kiedy spojrzałam na ekran nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Hallo Mesut! – powiedziałam z moim dziwnym
niemieckim akcentem
- Hallo mein Sonnenschein (Cześć kochanie) –
powiedział Mesut
- Aww… Jak się masz?
- Zmęczony ale całkiem w porządku. A ty? Jak minął
trening? – zapytał
- Było trochę inaczej ale fajnie
- Inaczej? To znaczy?
- Dzisiaj trenowałam z męską drużyną
- Naprawdę? Dlaczego? – zapytał
- Trener poprosił mnie o pomoc, nie było tak latwo na
początku
- Dlaczego? Coś ci zrobili? – zapytał i mogłam
usłyszeć, że zaczął się robić trochę zły
- Nie, po prostu nie chcieli mnie tam bo przecież
dziewczyny nic nie wiedzą o piłce nożnej, przywykłam do tego
- Wiesz dużo o piłce nożnej zresztą jesteś świetna w
tym co robisz! A niech to! Chciałbym tam być, powiedziałbym im coś – Mesut się zaśmiał
- Dzięki Mesut, ale na końcu już wcale nie było tak
źle. Część z nich jest bardzo miła
- To cieszę się to słyszeć… Chcesz coś wiedzieć? –
zapytał
- Co? – powiedziałam
- Tęsknie za tobą…
- Ja za tobą też – odpowiedziała
- Tak bardzo bym chciał żebyś tu ze mną była dodając mi
otuchy
- Będę, nawet nie musisz mnie o to pytać -
powiedziałam
- Wiem.. Chciałbym tylko żebyś była ze mnie dumna
- Ale ja jestem z ciebie dumna Mesut
- Wiesz, że to bardzo dużo
dla mnie znaczy. Kiedy wrócę pierwszą rzeczą jaką zrobię będzie zobaczenie
ciebie
- A ja w takim razie będę
czekać
- Muszę już iść…
Porozmawiamy później?
- Pewnie
- Do usłyszenia!
- Dobranoc Mesut, słodkich
snów
- Żyje w śnie… - powiedział
Rozłączyliśmy się a ja
dalej uśmiechałam się głupio, nie wiem co się dzieję ze mną kiedy za każdym
razem widzę Mesuta albo nawet o nim pomyślę. Mam takie dziwne uczucie… Wydaję
mi się, że zmieniłam się w jakiś sposób ale nie bardzo rozumiem w jaki. To
będzie długi weekend bez niego obok…
fajnie ze wrocilas, minelo sporo czasu. powodzenia ;)
OdpowiedzUsuńrozdzial jak zawsze swietny, tylko za krotki... czekam na nastepny! ;D
Jak miło jest widzieć komentarz! Już myślałam, że nikt nie pamięta :(
OdpowiedzUsuńDziękuje!