wtorek, 30 kwietnia 2013

One Shot - Krótkie Spotkanie

Mała niespodzianka, niestety odezwę się dopiero po wszystkich maturach, więc pomyślałam że wstawię jeszcze jedno krótkie opowiadanie :)) Mam nadzieję, że Was się spodoba, piszcie w komentarzach co myślicie!!! :))


Krótkie Spotkanie


To był pierwszy dzień jej nowego życia, Angelica kochała już każdą jego sekundę. Z pewnością to był początek czegoś wspaniałego. Bóg wie, że ona na to zasługuje. Pracowała ciężko przez ostatnie lata na uniwersytecie i robiła wszystko jak tylko mogła dla swojej rodziny, ale teraz w końcu mogła zrobić coś dla samej siebie. Miała zamiar zrobić to, co naprawdę chciała i nikt nie mógł jej zatrzymać, zupełnie nikt. Chciała się dobrze bawić, to było pewne.

Dwa tygodnie. To wszystko co miała. Ale była piekielnie pewna, że chcę to zrobić nawet jeśli byłaby to ostatnia rzecz jaką mogłaby. Jechała do Madrytu, stolicy Hiszpanii dla niektórych. Centrum jej całego wszechświata, jej mały, słodki świat. Teraz wyruszyła w podróż  nie tylko żeby spędzić najlepsze dwa tygodnie, sednem jest to, że ona nie chciała wracać. Co było dla niej w Utah że chciała mieszkać w mieście tak daleko od domu? Nie było sensu wracać, a pomysł spędzenia tylko dwóch tygodni napełniał ją przerażeniem. Ale nie teraz. Teraz był to czas dla niej żeby odpocząć i znaleźć sobie chłopaka!

Przeszła wzdłuż lotnisko i czekała na terminalu, uderzając opuszkami palców o brzeg walizki, desperacko czekając na lot. Ostatecznie mogłaby pocałować wszystkich na lotnisku, tak bardzo była podekscytowana! Usiadła sama w samolocie. Chciała skupić się na tym co wspaniałe, na tym co miało się wydarzyć. Rozsiadła się na fotelu i zasnęła.

'Przepraszam? Niech ktoś obudzi tą dziewczynę!

Usłyszała kogoś kto złapał brutalnie jej ramię i próbował zmusić ją żeby się obudziła. Otworzyła oczy, mrugnęła kilka razy i spojrzała na mężczyznę. Był starszy, z grubą twarzą i z cygarem w ustach

'Już nie śpię'. Zasyczała do niego kiedy wziął jej walizkę żeby wyjść z samolotu. Słyszała jak mamrocze 'Puta' ale tylko wywróciła oczami. Nie obchodziło jej co o niej myśli. Nie dbała już o to, co ktokolwiek o niej myśli. Wysiadła z samolotu i skierowała się w stronę sali przylotów. Poszła odebrać swój bagaż. Kiedy sięgnęła po swoją walizkę jej ręka uderzyła rękę kogoś innego, kto również chciał wziąć tą samą walizkę.

'To moje.' - powiedziała
'Nie, senorita, jestem pewny, że ta torba jest moja'

Powiedział głos. Mężczyzna. Zarumieniła się. Nawet brzmiał przystojnie i to w sposób jaki mówił. Podobało jej się jak nazwał ją 'senorita' chociaż nawet jej nie znał. Spojrzała na niego i zamrugała dwa razy. Nie wiedziała dlaczego ale miała całkiem zabawne uczucie. Tak jakby go znała. Miał brązowe znajome oczy, jego głos był podobny do kogoś... ale kim on był? Nie mogła sobie tego teraz przypomnieć.

'Cóż, ta torba jest moja.'
Kłóciła się dalej, biorąc walizkę z jego ręki. Odwróciła się żeby iść, kiedy on złapał ją znowu.

'Odczep się!!!' Krzyknęła na niego. On szybko położył rękę na jej ustach uciszając ją. Cholera, nawet ładnie pachniał, pomyślała. Wziął ją z dala od natłoku ludzi.

'Proszę, nie rób zamieszania. Przyłapią mnie.' Wyszeptał. Wtedy rozpoznała go. Ale nie! Nie może być! Za okularami i śmieszną czapką, to mógłby być on? Nie była pewna. Chciała zdjęć jego przebranie żeby sprawdzić jego tożsamość, ale nie chciała zwracać na niego uwagi. Jeśli to był on, byłaby tutaj paniczna pogoń fanów za nim. Na szczęście zaczął wypychać ją z lotniska. Wtedy prawie zakrzyczała. Ściągnął swoją czapkę i okulary, to był on. Cristiano Ronaldo. Stał na przeciw niej, wyglądał raczej na zirytowanego, masował nos w miejscu po okularach, które musiał nosić.

'Jestem pewny że to jest moja torba.' Powtórzył

'A ja jestem pewna, że ona jest moja.' Wykrztusiła z siebie. 'Jest moja, jestem pewna. Ma taką kartkę na zewnątrz.' 

Powiedziała pokazując mu fragment papieru z imieniem, który jasno mówił jej imię

'Oh.' Zaśmiał się.

 'Cóż, wiem, że czasami lubię zatajać swoją tożsamość, ale nie wpadłbym na pomysł, żeby nazwać swoją walizkę Angelica.' 

Podniósł na nią brwi, zaczerwieniła się. Mogłaby powiedzieć, że on prawdopodobnie miał w zwyczaju tak robić przed kobietami.

'Angelica jest ładnym imieniem, przy okazji.'

'Dzięki.' Znowu się zaczerwieniła. 'Dlaczego jesteś tak ubrany? Nie masz prywatnego samolotu czy coś? 

'Nie nie!' Zaśmiał się ponownie. 'Wiem, że jestem arogancki i krzykliwy, ale nie jestem taki zły, querida. Jestem miłym facetem kiedy chcę! Latam tak cały czas. To całkiem fajna zabawa udając kogoś normalnego.

'Nie ma w tym wiele zabawy, kiedy musisz żyć tak z dnia na dzień. Kiedy masz wydatki i zmartwienia każdego dnia przez resztę życia, nie wiedząc skąd będziesz mieć pieniądze... Normalne życie jest z daleka od prostego.' Powiedziała mu kiedy odeszli kawałek dalej spod lotniska do postoju taksówek.

'Wyglądasz na taką która ma dobrą pracę, która po wszystkim przyjeżdża do Madrytu.' Powiedział a ona skinęła głową. Ciężko wzdychnął i Angelica spojrzała na jego przystojną figurę po raz pierwszy od momentu ich krótkiego spotkania, wyglądał tak dobrze.

'Angelica, dlaczego nie zaczęłaś krzyczeć i gonić mnie wzdłuż ulicy?'

'A mówiłeś, że nie jesteś arogancki.' Zachichotała i próbowała rozluźnić atmosferę. 'Nie jestem taka jak inne dziewczyny. Wiem kim jesteś i jestem wielką fanką, ale nie jestem typem osoby która robi niepotrzebne sceny przed publicznością. To jest bezcelowe. W dodatku odkryłam, że miałabym większe szansę porozmawiać z tobą.'

'Cóż, zadziałało.' Powiedział uśmiechając się. 'Muszę iść, przepraszam Angelica!'
'W porządku.' Nawet nie miała szansy żeby się pożegnać przed tym jak pobiegł. 'Gdzie idziesz?' Zapytała go.

'Odebrać moją walizkę!' Krzyknął przez ramię.

Angelica zatrzymała się i zaśmiała licząc wstecz. Trzy...... Dwa....... Jeden.

AAAAAAAAAAARGH!

Mogła usłyszeć wrzask krzyczących fanek nawet na zewnątrz. Halas był straszny. Witamy w Madrycie, pomyślała i uśmiechnęła się.

Biedny Cristiano. Zapomniał założyć okularów i czapki...

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Like a Star - Rozdział 15

Na wstępie chciałabym bardzo przeprosić za swoją nieobecność, ale już za tydzień zaczyna się matura i po prostu nie mam czasu. Chciałabym już mieć to za sobą...

Za to mam dla Was kolejny rozdział :)


Rozdział 15


Martha’s POV

Minął cały tydzień i nie miałam żadnych wieści od Mesuta, nie zadzwonił ani nie napisał. Próbowałam dowiedzieć się co takiego zrobiłam, że był na mnie zły. Moje życie wyglądało tak samo, chciałam skupić się na innych rzeczach i piłka nożna mi w tym pomogła. Nudny poniedziałek w szkole i nadszedł czas żeby iść na trening, wzięłam moją torbę i poszłam do szatni żeby się przebrać. To był straszny tydzień.

Mesut’s POV

Zachowałem się jak idiota, potraktowałem Marthę tak źle, a teraz czuje się winny. Nie chciałem jej opuszczać w ten sposób, kompletnie wszystko zniszczyłem. Sami powiedział mi, że muszę naprawić relacje między nami i się z nią spotkać. Kiedy byłem już na miejscu, nie było jej w domu, Monica powiedziała mi, że może mieć teraz trening i, że właściwie Martha zachowywała się dziwnie przez ostatnie kilka dni, była smutna czy coś. Po tym zdecydowałem się pojechać na jej trening, muszę naprawić to co zepsułem.

Dotarłem na miejsce, byłem na trybunach małego boiska przy uniwersytecie, dziewczyny właśnie skończyły z rozgrzewką i zaczynały robić kilka ćwiczeń z piłką. Martha rozmawiała z innymi dziewczynami, uśmiechnąłem się kiedy ją zobaczyłem. Muszę przyznać, że wygląda pięknie kiedy robi podania z piłką, jej włosy falują na wietrze kiedy biegnie. Nawet nie zdałem sobie sprawy jakie ma fantastyczne ciało. Martha nie jest bardzo wysoka, ale nie jest też mała, dosięga do mojego ramienia, ma ciało atlety, można zauważyć że oprócz piłki nożnej na pewno ćwiczy, ma długie i zgrabne nogi. Martha jest piękna. Po kilku ćwiczeniach z piłką ich trener dał im małą przerwę żeby odpocząć i napić się wody. Wstała, wzięła butelkę wody i oblała nią twarz, nie był to słoneczny dzień, ale było bardzo duszno, podwinęła swoją koszulkę i mogłem zobaczyć jej brzuch, 'wow!' to było wszystko co przyszło mi na myśl, ma całkiem niezłe mięśnie brzucha. Teraz miały czas na zrobienie rzutów wolny, specjalność Marthy, czekała na swój ruch i zaczęła coś mówić do innej dziewczyny, uśmiechała się. Zauważyłem, że miała moją opaskę którą jej dałem i mój pierścionek na prawej ręce z jakimiś bransoletkami na lewej.

Jej ruch, Martha ułożyła piłkę na miejscu, wzięła kilka kroków do tyłu ale jedna dziewczyna krzyknęła do niej 'Tak jak Cristiano, możesz to zrobić!' Martha pokiwała głową i się uśmiechnęła, cofnęła się jeszcze do tyłu, zrobiła rozkrok, tak jak Cristiano, wzięła głęboki oddech, spojrzała na bramkę i uderzyła piłkę prawą nogą, niesamowity strzał, Martha podbiegła do dziewczyn i wszystkie przytuliły ją, zrobiła ten sam gest co Cristiano w jednym meczu przeciwko Barcelonie 'Calma, calma'  powiedziała i usiadła na trawie.

Minęły dwie godziny od momentu kiedy dotarłem na miejsce, dziewczyny już kończył, jeszcze siedziały w kółku kiedy trener coś do nich mówił. Martha wstała, dostrzegłem, że jej kostki były zabandażowane, normalne ale z drugiej strony dziwne. Po krótkiej rozmowie dziewczyny wychodziły z boiska, Martha odeszła na bok żeby wziąć ręcznik i butelkę wody, wstałem ze swojego miejsca żeby się przywitać. Szła prosto do szatni więc zawołałem ją po imieniu, zobaczyła mnie, uśmiechnęła się i podeszła bliżej z ręcznikiem na szyi.

- Hej! - powiedziałem kiedy byliśmy już blisko siebie
- Hej! Co za niespodzianka - powiedziała z uśmiechem
- Wiem... - Wszystko co chciałem to przytulić ją więc to zrobiłem
- Mesut!! Nie przytulaj mnie!
- Dlaczego nie?
- Jestem spocona i cała się lepię...
- Nie szkodzi! - powiedziałem po chwili puszczając ja
- Co ty tutaj robisz?
- Przyjechałem, żeby się z tobą zobaczyć... Monica mi powiedziała, że tutaj będziesz
- Tak, nigdy nie opuszczam treningów. Nikt cię nie rozpoznał? - powiedziała prawie szepcąc
- Nie, i dlaczego szepcemy? - powiedziałem tym samym tonem co ona
- Jeśli ktoś by cię rozpoznał to byłaby Trzecia Wojna Światowa...
- Nie pomyślałem o tym, masz rację - uśmiechnęła się - Muszę z tobą porozmawiać, co ty na to żebyśmy zjedli razem obiad?
- Jasne, wezmę tylko szybki prysznic i możemy iść
- Fajnie! Poczekam na ciebie
- Poczekaj w samochodzie, przyjdę do ciebie
- Tak będzie lepiej - powiedziałem przytulając ją ponownie
- Zaraz wracam! - powiedziała

Widziałem jak poszła do szatni i skierowałem się prosto do samochodu. Czekając na nią, włączyłem radio i słuchałem muzyki do momentu kiedy jej nie zobaczyłem jak idzie do mojego auta, przebrała się  miała na sobie jeansowe szorty, koszulę w kratkę, biały top, białe conversy i włosy spięte w kucyk, ale coś było innego, Martha miała okulary, ale nie przeciwsłoneczne, nie wiedziałem, że potrzebuje je nosić, wyglądała jeszcze bardziej pięknie. Wyszedłem z samochodu podchodząc do niej, Martha dźwigała torbę z treningu na prawym ramieniu i kilka książek w lewej ręce.

- Daj, pomogę ci - powiedziałem biorąc jej torbę
- Dziękuje
- Nie ma problemu, włożę to do bagażnika

Włożyłem jej torbę do bagażnika i natychmiast otworzyłem drzwi pasażera. Jechaliśmy w kompletnej ciszy do momentu kiedy ją przerwała.

- Gdzie mnie zabierasz? - zapytała Martha
- Do super ekskluzywnego miejsca, nie każdy może tam iść - powiedziałem nie odwracając oczu od kierownicy
- Cóż, pizza mi w zupełności wystarczy, nie musisz mnie zabierać do jakiejś drogiej restauracji, zresztą spójrz jak wyglądam, przynajmniej mogłeś mi powiedzieć żebym się ubrała lepiej - powiedziała
- Jesteś idealna, o to się nie martw - powiedziałem patrząc na nią
- Nie jestem! No dalej, zawieź mnie do domu, przebiorę się
- Nie ma mowy! - powiedziałem śmiejąc się
- Mesut, zawieź mnie do domu... - powiedziała z naburmuszoną miną
- Nie, już ci powiedziałem że wyglądasz świetnie
- Ehh! - westchnęła krzyżując ręce - Nie lubię cię - powiedziała uderzając mnie lekko w ramię
- Nie złość się...
- Nie jestem zła... ale nie jestem zbyt reprezentatywne ubrana żeby iść do jakiegoś drogiego miejsca do którego mnie zabierasz
- Uwierz mi, że jesteś
- No dobrze, załóżmy że ci wierzę - powiedziała śmiejąc się

Włączyłem radio, nie wiedziałem co to była za muzyka, ale patrząc po Marthcie na pewno ją znała, jej głowa ruszała się w rytmie muzyki, i zaczęłaś śpiewać.

- Znasz to?
- Taaak, jedna z moich ulubionych
- Jak się nazywa?
- Fire, Kasabiana  ta piosenka jest świetna!

'Płonę. Odchodzę,powiedz mi,czuję to,powiedziałem to, zawracam do tunelu po moją płonącą duszę. Płonę. Idę, ty idziesz, bez urazów, moje uczucia. Chcę zostawić to daleko za sobą. Whoo whoo whoo whoo'

Martha śpiewała kilka wersów piosenki, było całkiem zabawnie. Po tym spędziliśmy całą drogę rozmawiając o zwykłych rzeczach, śmiejąc się z jej żartów. Planowałem wziąć ją do ważnego dla mnie miejsca, krok dalej w naszej przyjaźni.

- Mesut gdzie my jesteśmy? - zapytała bardzo zmieszana kiedy zaparkowałem samochód
- Zjemy obiad u mnie - powiedziałem uśmiechając się i wychodząc z samochodu
- Co?! - usłyszałem
- Tak, więc wysiądź z samochodu - powiedziałem otwierając drzwi samochodu
- To musi być żart... Prawda? - zapytała
- Nie, to jest mój dom - powiedziałem kierując ją do głównych drzwi

Szukałem kluczy i otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka i zrobiłem jej przejście, żeby mogła wejść, zostawiłem klucze na stoliku który mam przy drzwiach i wszedłem dalej, ale nie słyszałem Marthy, odwróciłem się i zobaczyłam jak stoi przy drzwiach.

- Wejdź, nie stój tu - powiedziałem chwytając ją lekko za ramię
- Masz piękny dom - powiedziała rozglądając się
- Dzięki, czuj się jak u siebie

Nagle usłyszałem szczekanie z holu, kiedy się odwróciłem zobaczyłem jak Rocky biegnie w stronę Marthy, schyliła się żeby go pogłaskać.

- Kim jest ten kochany przyjaciel? - powiedziała głaskając Rocky'iego, któremu się to podobało, to było dziwne
- To mój pies, Rocky, wygląda na to, że cię lubi... - powiedziałem dziwnym tonem
- Dlaczego jesteś zaskoczony? - zapytała mnie
- Cóż, zawsze szczeka i gryzie wszystkich których nie zna, jesteś pierwszą osobą, której nic nie robi. Samiemu zajęło prawie dwa miesiące żeby dał się przekonać do niego
- No widzisz, kocham psy, ale nigdy nie miałam szansy żeby mieć jakiegoś
- Dlaczego?
- W domu w Meksyku nie mieliśmy pokoju, zresztą moja mama nie przepada za zwierzętami, ale Monica uwielbia zwierzęta, mogłybyśmy mieć zoo w domu
- Oh, myślę, że nadszedł czas, żeby Rocky pobawił się trochę na podwórku, spędził cały dzień w domu
- Szkoda, chciałam się z nim jeszcze trochę pobawić - powiedziała wstając

Poszedłem otworzyć duże okno i wypuściłem Rocky'ego na zewnątrz, zaczął bawić się jedną ze swoich ulubionych zabawek. Wróciłem wzrokiem do Marthy, która stała na środku holu.

- Chcesz coś do picia? - zapytałem
- Poproszę wodę
- Ok, chodź ze mną...

Poszliśmy prosto do kuchni, wyciągnąłem butelkę wody z lodówki, i jej podałem.

- Nigdy nie widziałem cię w tych okularach - powiedziałem wskazując na okulary i kładąc ręce na blacie kuchennym
- Oh! Widziałeś mnie tylko z moimi soczewkami, ale czasami lubię zakładać okulary,niestety podczas treningów nie mogę z nimi grać, więc... - powiedziała opierając się o filar
- Od kiedy je nosisz?
- Odkąd skończyłam 10 lat, odziedziczyłam to po tacie, on też nosi okulary - powiedziała krzyżując nogi
- Dlaczego nosisz bandaż?
- Oh to - powiedziała wskazując lewą kostkę - Jestem trochę niezdarną dziewczyną, więc zawsze mam jakieś kontuzje, prawie cały czas, tą mam z meczu, nie widziałam dziury w ziemi, przewróciłam się i moja kostka trochę ucierpiała i takie są konsekwencje
- Jaka była diagnoza?
- Skręcona kostka, cóż to nie był mój pierwszy raz... - powiedziała, ale przerwałem jej
- Naprawdę? To też stało ci się wcześniej?
- Tak, moja prawa kostka ucierpiała dwa razy. Ale tym razem nie dało jej się uleczyć tak jak powinna być, czasami boli, w szpitalu powiedzieli mi, że muszę mieć ją zabandażowaną cały czas, po prostu dla bezpieczeństwa... Cóż, to cała historia - powiedziała śmiejąc się
- Nie jesteś niezdarna... - powiedziałem
- Jestem... Pamiętasz jak się poznaliśmy? - powiedziała i kiwnąłem głową - Zwykle uderzam w kogoś albo po prostu się przewracam, czasami siniaki pojawiają się w magiczny sposób na moich ramionach, nogach. Spójrz na moje kolana... Przewróciłam się i zrobiłam sobie to, ale piłka nożna pomaga mi kontrolować moje ruchy. - powiedziała
- Cóż, dobrze to wiedzieć, jesteś naprawdę dobra w piłkę, uwierz mi
- Dzięki, słyszeć to od ciebie to honor - powiedziała z przepięknym uśmiechem
- Po prostu to prawda... - powiedziałem

Miałem zamiar mówić dalej, ale przerwał mi dzwonek do drzwi.

- Co ty tutaj robisz? - zapytałem

środa, 10 kwietnia 2013

Like a Star - Rozdział 14

Real Madryt w półfinale! Tak! Na całe szczęście mamy Ronaldo! :)

Zapraszam do czytania!

***


Martha’s POV


Próbowałam przestać myśleć o pocałunku z Gerardem, ale nie mogłam, poszłam na dodatkowy trening na siłowni, potem przepłynęłam kilka długości na basenie, ćwiczenia zaczynały przynosić efekty. Potem był mecz Niemiec i Irlandii, oczywiście miałam zamiar go obejrzeć, obiecałam to Mesutowi. Siedziałam na przeciwko telewizora. Koniec drugiej połowy, wygrywali 2:0 z bramkami Miroslava Klose i Mario Gomez'a, Mesut grał bardzo dobrze. Druga połowa po chwili się zaczęła, chciałam żeby Mesut strzelił bramkę, dostał piłkę od Philippa Lahm'a, ale nie był w dobrej pozycji, więc podał ją do Mario Gomez'a i Mario strzelił bramkę, ale z asystą Mesuta. w 73 minucie Bendikt Howedes podał do Mesuta, Mesut do Klose i Klose znowu do Mesuta, wtedy wykiwał dwóch graczy i strzelił bramkę. Wygrali 4:0, co za mecz. Zrobiło się późno i poszłam spać. Następnego dnia musiałam być w szkole wcześniej a potem jeszcze miałam podwójny trening.


Mesut’s POV


Co za mecz! Strzeliłem gola i to specjalnie dla Marthy. Byłem w końcu u siebie próbując odpocząć, ale wszystko co chciałem to zobaczyć Marthę, bardzo za nią tęskniłem. Grałem w gry video kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi, wstałem z kanapy i otworzyłem drzwi, był to Sami, wpadł do środka. Nie grał meczu z Irlandią w związku z jego kontuzją, nawet nie pojechał z nami.


- Co tutaj robisz?
- Musze ci coś powiedzieć... - powiedział siadając na kanapie
- Co takiego? Wyglądasz na trochę zmartwionego - powiedziałam biorąc pada od Xboxa do ręki
- Mesut, posłuchaj mnie... - powiedział zabierając pada z moich rąk - Mam ci do powiedzenia coś ważnego
- Po prostu to powiedz Sami - powiedziałem opierając ręce na kanapie
- Cóż, Lena przyjechała żeby mnie odwiedzić i poszliśmy na miasto... - zaczął
- Słuchaj Sami, jeśli chcesz mi opowiedzieć twoją randkę z Leną to daruj sobie
- Nie! Pozwól mi skończyć Mes... Więc kiedy szliśmy przez osiedle niedaleko restauracji, sam nie mogę uwierzyć w to co teraz powiem... Widziałem Marthę, ale nie była sama
- Może poszła na lunch z przyjaciółką, co z tego?
- Mesut, ona była z mężczyzną... - powiedział i mogłem poczuć jak moje oczy robią się większe
- Z mężczyzną? Może jakimś znajomy z uniwersytetu - powiedziałem chodząc wzdłuż pokoju
- Znamy go...
- Co?! Wyjaśnij mi to Sami...
- Tak, znamy go bo jest piłkarzem jak my...
- Sami powiedz mi kim on jest
- To był Pique...
- Pique... Skąd oni się znają... Cholera!
- Co? Wiesz coś?
- Tak, Martha grała mecz towarzyski z drużyną żeńską Barcelony, i mieli potem lunch, więc jestem pewien, że znają się stamtąd
- Oh! Co masz zamiar z tym zrobić?
- Nic, to nie moja sprawa, ona jest wolna i może robić to co chcę
- Mówisz serio Mesut? Przestań okłamywać siebie, przecież widzę, że ją lubisz
- NIE! Nie... Cóż, nie wiem...
- Naprawdę Mesut, lubisz ją czy nie?
- Nie wiem, mam mętlik w głowie - powiedziałem łapiąc się za głowę
- Posłuchaj mnie Mesut, jeśli coś czujesz do Marthy...
- W tym rzecz, że nie wiem co czuję do Marthy... - powiedziałem
- Cóż, nie mogę ci pomóc, sam musisz to przemyśleć... Zagramy? - powiedział Sami biorąc pada do ręki

Wziąłem drugi do ręki i zaczęliśmy grać. Jak powiedział Sami, muszę sam się nad tym zastanowić, na razie mam kompletny mętlik w głowie. Uwielbiam spędzać czas z Marthą, jest wspaniałą dziewczyną, ale jesteśmy cały czas po prostu przyjaciółmi, więc może robić cokolwiek chcę z jej życiem, nie jestem kimś kto będzie jej mówił co ma robić albo czego ma nie robić z jej przyjaciółmi. Po chwili Sami wyszedł z domu i zostawił mnie samego. Tylko ja i moje myśli, wziąłem telefon do ręki i napisałem jej wiadomość.

'Jesteś w domu? Mesut'
'Tak, a co?' - odpisała
'Jestem już w Madrycie. Mogę przyjechać?'
'Jasne!!! Będę na ciebie czekać'
'Będę na miejscu za dziesięć minut'


To była ostatnia wiadomość jaką jej wysłałem, wziąłem klucze i pojechałem do niej. ale znowu naszły mnie myśli, widzenie jej  spotykającej się z kimś innym a nie ze mną, nie podobało mi się i nadal nie wiem dlaczego. Widziałem Pique tylko na boisku, nigdy poza nim, wiem, że nie jestem na tyle przystojny jak on, zresztą jest sławniejszy ode mnie. Niech to szlag Mesut! Co teraz czujesz? To nie może być zazdrość, proste, nie może być, ale czuję się zawiedziony... Muszę to jeszcze raz przemyśleć.


Martha’s POV


Czekałam na Mesuta, byłam bardzo podekscytowana. Przez ostatnie dwa dni robiłam wszystko żeby być zajęta i nie myśleć o Gerardzie, wcale mi to nie pomogło, miałam zamęt w głowie, nie wiedziałam co czuję to znaczy widziałam Gerarda tylko dwa razy, nie jest zły, po prostu to wszystko dzieję się za szybko, nie mam czasu żeby się nad tym zastanowić. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi który przywrócił mnie do rzeczywistości, zostawiłam to co robiłam i poszłam otworzyć drzwi.

- Cześć Mesut! - powiedziałam kiedy go zobaczyłam
- Eee cześć! - powiedział

Próbowałam przytulić go, ale szybko wszedł do mieszkania, zostawiając mnie przy drzwiach wejściowych.

- Jak się masz? - zapytałam go zamykając drzwi i siadając przy stole
- W porządku, dzięki. Mogę usiąść? - zapytał wskazując na krzesło na przeciwko mnie
- Jasne, czuj się jak u siebie - powiedziałam uśmiechając się do niego i próbując skupić się na kartkach które miałam przed sobą
- Co robisz?
- Pracę domową
- Oglądałaś mecz? - zapytał biorąc jedna kartkę ze stołu do ręki
- Oczywiście, świetna gra, i do tego twoja fantastyczna bramka - powiedziałam patrząc na niego
- Obiecałem ci ją a ja nigdy nie łamię obietnic
- Miałam okazję się tego przekonać, gratulacje!
- Dziękuje, co przez ten czas robiłaś? - powiedział kładąc ręce na stole
- Nic takiego, miałam cały czas szkołę i treningi
- Oglądałaś poza tym jakiś inny mecz?
- Nie, tylko Niemcy. Dlaczego pytasz?
- Po prostu z ciekawości, myślałeś, że lubisz drużynę narodową Hiszpanii
- Przykro mi, ale nie lubię drużyny narodowej Hiszpanii, nie zasłużyli na wygraną w Euro - powiedziałam idąc do kuchni żeby wziąć sobie trochę wody, Mesut został w jadalni
- Myślałem, że masz tam kilku przyjaciół... - powiedział cichym tonem, nie mogłam usłyszeć co mówi
- Co powiedziałeś? - zapytałam
- Nic takiego, przepraszam ale muszę już iść - powiedział biorąc swoje kluczyki ze stołu i idąc w stronę frontowych drzwi
- Jasne, odprowadzę cię

Wyszliśmy przed budynek i właściwie nic się nie wydarzyło, tylko niezręczna cisza którą po chwili przełamał Mesut.

- Cóż, wiec do zobaczenia
- Do zobaczenia!

Próbowałam przytulić go znowu ale zanim chciałam to zrobić już go nie było. Widziałam tylko jak odszedł i wróciłam na górę. To było dziwne. Mogłabym powiedzieć, że Mesut jest na mnie zły czy coś. Kiedy o tym pomyślałam, nie spodobało mi się to, on jest kimś specjalnym dla mnie, w tak krótkim czasie zdobył miejsce w moim sercu.


sobota, 6 kwietnia 2013

Like a Star - Rozdział 13



Dzisiejszy mecz! Kto oglądał? :D 5:1 dla Realu, pokazali klasę, nadal nie mogę wyjść z podziwu, już nie mogę doczekać się kolejnego z Galatasaray :D


Cristiano, Ozil x2, Kaka i Higuain. Bohaterowie wieczoru :)

Tymczasem zapraszam do czytania :)


Rozdział 13



Martha's POV

Kolejny weekend właśnie się skończył i pora wracać do szkoły. Szłam właśnie do kawiarki ale usłyszałam kilku mężczyzn rozmawiających po hiszpańsku o Reprezentacji Narodowej, która gra jutro towarzyski mecz Austria-Madryt, ale nie to było najważniejsze. Po zajęciach musiałam iść do miasta kupić kilka potrzebnych rzeczy do szkoły. Kocham chodzić wzdłuż Madrytu, za każdym razem znajduję jakieś miejsce którego wcześniej nie znałam, to miasto ciągle mnie zaskakuje. Tym razem znalazłam małą restaurację z tarasem, właściwie byłam trochę głodna, więc weszłam do środka i usiadłam przy stoliku. Kelnerka podeszła do mnie i wzięła zamówienie. Miałam chwilę dla siebie, dlatego Monica nie była tam ze mną. Sprawdzałam właśnie telefon kiedy usłyszałam z tyłu głos który przywrócił mnie do rzeczywistości.

- Dlaczego tak piękna dziewczyna siedzi sama? - powiedział głos

Odwróciłam się i zobaczyłam wysoką postać za mną. Spojrzałam na jego wielkie niebieskie oczy które na mnie patrzyły. Gerard i jego idiotyczny uśmiech na twarzy.

- Oh! Cześć! - powiedziałam nieco zaskoczona
- Mogę usiąść z tobą? - powiedział patrząc na wolne krzesło przede mną
- Eee... Tak, jasne - powiedziałam próbując się przy tym uśmiechnąć

Gerard usiadł na przeciwko mnie kiedy nagle przyszła kelnerka z moim napojem. Nie wiem dlaczego zgodziłam się żeby usiadł ze mną.

- Więc, co słychać?  - zapytał
- Wszystko całkiem dobrze, dzięki że pytasz... Co robisz w Madrycie? - zapytałam go
- Jutro gram mecz towarzyski dla reprezentacji
- Oh tak, przeciwko Austrii, tak? - powiedziałam biorąc łyk mrożonej herbaty
- Tak, nawet jeśli jest to towarzyski mecz, chcę wygrać
- Oprócz tego potrzebujesz udowodnić dlaczego nie wygraliście World Cup i Euro
- Dużo presji - powiedział z uśmiechem
- Ale jesteś dobry, więc... To będzie proste
- Tak myślisz? - powiedział kładąc ręce na stole
- Tak, nie bez powodu Hiszpania jest Mistrzem Świata

W tym momencie kelnerka podeszła do mnie z moim jedzeniem, Gerard uśmiechnął się do niej i spojrzał na mnie. Jedyną rzeczą jaką mogłam zrobić było uśmiechnięcie się do niego. Zaczęłam jeść w kompletnej ciszy, ale Gerard znowu zaczął mówić

- Dlaczego jesz obiad sama?
- Siedzę z tobą, więc nie jestem sama - powiedziałam patrząc w talerz
- Cóż, ale wcześniej...
- Musiałam kupić kilka rzeczy i zgłodniałam... Koniec historii - powiedziałam patrząc na niego
- Powiedz mi coś o sobie...
- Co chciałbyś wiedzieć?
- Mieszkasz niedaleko?
- Nie, mieszkam dalej...
- Sama czy z lokatorem?
- Mieszkam z moją przyjaciółką, przyjechałyśmy tutaj razem kończyć studia
- Co studiujesz?
- Psychologię, jestem na ostatnim roku
- Wow! Mam nadzieję, że nie analizujesz mnie teraz - zaśmiał się Gerard
- Uwierz mi, nie robię tego cały czas... Tylko wtedy kiedy mi za to płacą
- Ok! Wierzę ci - powiedział znowu z tym idiotycznym uśmiechem

Starał się podtrzymywać rozmowę pytając mnie o różne rzeczy. Nawet nie jest taki zły, jest zabawny i rozbawia mnie kiedy opowiada dowcipy i historie.

- Przepraszam Gerard, ale muszę już iść... - powiedziałam prosząc o rachunek
- Dlaczego? Przecież miło nam się siedzi - powiedział zasmucony
- Musze kupić jeszcze kilka książek, a jest już późno
- Mogę iść z tobą... - powiedział Gerard wyciągając portfel i płacąc mój rachunek
- Proszę, Gerard, pozwól mi zapłacić...
- Nie, nie pozwolę płacić dziewczynie
- Ok! Następnym razem ja zapłacę
- Będzie następny raz? - powiedział z ogromnym uśmiechem na twarzy
- Może, kto wie - powiedziałam nie patrząc na niego

Gerard zapłacił za rachunek i wyszliśmy z restauracji, w jednym momencie położył swoją rękę na mojej talii, szybko oddaliłam się od niego.

- Więc, gdzie mnie zabierasz?
- Do księgarni niedaleko, muszę kupić kilka książek i papier na zajęcia
- Pozwól że ci pomogę - powiedział biorąc ode mnie torbę
- Dziękuje - powiedziałam z uśmiechem
- To przyjemność - powiedział Gerard

Dotarliśmy do małej księgarni i weszliśmy do środka, zaczęłam się rozglądać za książkami które szukałam a Gerard szedł zaraz za mną, czasami mogłam poczuć jego oddech przy mojej szyi. W końcu znalazłam książkę którą szukałam ale była na najwyższej półce, poszłam po drabinę która była obok i weszłam żeby wziąć książkę, kiedy schodziłam na dół prawie spadłam ze schodków, ale Gerard mnie złapał i swoimi silnymi rękami przytrzymał mnie w talii.

- Gerard, proszę, mógłbyś mnie puścić? - zapytałam
- Oh, przepraszam - powiedział kładąc swoją rękę na szyi - Masz tą książkę?
- Tak! Możemy iść teraz

Podeszłam do kasy żeby zapłacić za książkę i wyszliśmy. Zaczęliśmy iść w kierunku ulicy głównej, wiec mogłam spokojnie iść na metro i wrócić do domu.

- Ja zostanę tutaj, pójdę na metro
- Nie ma mowy, odwiozę cię do domu
- To nie jest konieczne, naprawdę
- Nie, odwiozę cię - powiedział biorąc mnie za rękę
- Gerard, proszę... - błagałam
- Nie słucham cię

Gerard splótł swoje place z moimi i prowadził mnie gdzieś. Próbowałam uwolnić się z jego uścisku, ale to było niemożliwe, za każdym razem kiedy chciałam go puścić on łapał mnie za rękę mocniej. Po chwili, Gerard stanął i zobaczyłam jego samochód. Białe Audi, otworzył dla mnie drzwi pozwalając żebym weszła do środka, potem wziął moją torbę i włożył ją do bagażnika. Włączył silnik i zaczęliśmy jechać.

- Wpisz swój adres do GPS

Zrobiłam to o co prosił i jechaliśmy. Nie chciałam z nim rozmawiać, byłam trochę zdenerwowana tym co robił, nienawidzę ludzi którzy mówią mi co mam robić. Czułam jego wzrok na mnie, ale nawet na niego nie spojrzałam. Po chwili Gerard zaparkował przed wejściem do budynku i wyciągnął dla mnie torbę z bagażnika.

- Dzięki za podwiezienie... - powiedziała i skierowałam się w stronę wejściowych drzwi
- Naprawdę nie ma za co - powiedział, łapiąc moją rękę i przysuwając mnie bliżej
- Gerard, pozwól mi iść...
- Dlaczego? Przeszkadzam ci? - powiedział z uśmiechem
- Tak! Chcę już iść

Kiedy to powiedziałam on przysunął się do mnie bliżej, mogłam czuć jego oddech. Jego intensywnie niebieskie oczy pożerały mnie. W próbie odpowiedzi zająknęłam się, nie mogłam nic powiedzieć, Gerard jest znacznie wyższy ode mnie, wziął moją twarz w swoje ręce, próbowałam się uwolnić, ale jedną ręką złapał mnie w talii i nagle złapał moją szyję, poczułam jego usta na moich.

Nie mogłam się sprzeciwić więc też go pocałowałam. W miedzy czasie jego ręce na mojej talii i plecach delikatnie mnie dotykały. Moje ręce trzymały jego szyję. Zaczął  bawić się kawałkiem mojej koszulki bez przerywania pocałunku. W końcu jego usta zaczęły zjeżdżać niżej wtedy odepchnęłam go od siebie.

- Muszę iść... - powiedziałam idąc w kierunku frontowych drzwi
- Proszę, zostań - powiedział próbując mnie zatrzymać
- Powiedziałam coś, muszę iść - zdenerwowałam się
- Po prostu powiedz mi... Mam jakieś szansę? - zapytał dotykając mojego policzka
- Nie wiem, przestań to robić - powiedziałam biorąc twarz z dala od jego ręki
- Nie poddam się... - powiedział w końcu i pozwolił mi odejść

Pobiegłam do swojego mieszkania, drzwi były otwarte więc wbiegłam do środka. Monica oglądała telewizję i spojrzała na mnie

- Jesteś, nareszcie

Rzuciłam torbę na ziemię i poszłam prosto do okna zobaczyć czy Gerard już odjechał, ale był tam, uśmiechał się jak głupek. Monica stała za mną.

- Na co patrzysz? O mój Boże, czy to nie jest Gerard Pique? - powiedziała patrząc przez okno
- Tak, to jest on...
- Chyba nie rozumiem... - powiedziała patrząc na mnie
- Wiem... - powiedziałam idąc do salonu
- Chcesz mi coś powiedzieć? - zapytała siadając obok mnie
- Wszystko zaczęło się kiedy pojechałam do Barcelony, po meczu mieliśmy lunch, kilku piłkarzy tam było. Rozmawialiśmy przez jakiś czas, a potem zapytał mnie o mój numer telefonu, więc mu go dałam... - chciałam mówić dalej ale Monica mi przeszkodziła
- MÓJ BOŻE!!!!! Powiedz mi więcej!
- Dzisiaj poszłam kupić kilka książek do szkoły i zjeść lunch, i on się tam pojawił kiedy byłam w restauracji, dołączył do mnie i przywiózł mnie... Miałam już iść ale pocałował mnie
- NO NIE!!! POCAŁOWAŁAŚ GERARDA PIQUE!!!! - powiedziała, prawie krzycząc
- Tak! Ale uspokój się, to nic takiego
- Oczywiście, to nic takiego... A ty też go pocałowałaś?
- Próbowałam tego nie robić... Ale to było niemożliwe
- Bardzo cierpisz...
- Zamknij się! Nie pomagasz mi...

Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, nie mogłam przestać myśleć o tym co właśnie się wydarzyło. Moja głowa to kompletna katastrofa, ale zamknęłam oczy i przypomniałam sobie pocałunek z Gerardem, a potem pomyślałam o tym ile czasu spędziłam z Mesutem. Nie wiedziałam co robić i myśleć, zaczęłam słuchać muzyki, ale to też nie pomogło. Po długiej chwili w końcu zasnęłam.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Like a Star - Rozdział 12

W ramach rekompensaty mam dla Was kolejny rozdział :)

Mam już przygotowane krótkie opowiadanie z Cristiano Ronaldo, jednak jeszcze czekam na zgodę na tłumaczenie od dziewczyny, która to napisała. Już nie mogę się doczekać, żeby je tutaj zamieścić, jest jednym z moich ulubionych :)

Tymczasem zapraszam Was na rozdział 12, miłego czytania!

****

Następnego dnia miałam zamiar spędzić spokojną niedzielę, Monica miała plany a ja nie chciałam nigdzie wychodzić, zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam na kanapie oglądając Ligę Mistrzów, byłam skupiona na grze kiedy nagle zadzwonił mój telefon przywracając mnie do rzeczywistości, nie spojrzałam kto dzwoni od razu odebrałam.

- Halo? - powiedziałam nie odrywając oczu od meczu
- Hej, jak twoja noga? -  od razu rozpoznałam jego głos, był to Mesut
- Całkiem dobrze, dzięki
- Co robisz?
- Nic ważnego, oglądałam mecz
- Oh, który?
- Manchester City i Everton
- Oh! Premier League, komu kibicujesz?
- Właściwie Chelsea ale lubię City, mam kilku ulubionych graczy
- Na przykład?
- Cóż, dla mnie Joe Hart jest jednym z najlepszych na świecie, ale Silva też jest dobry
- Tak, to dobrzy piłkarze. Masz jakieś plany na resztę dnia?
- Nie, właściwie siedzę sama
- Może mógłbym ci potowarzyszyć? Moglibyśmy podzielić się naszą samotnością razem -już mogę zobaczyć, jak Mesut się uśmiechał mówiąc to
- Brzmi fajnie
- Będę za chwilę
- To czekam na ciebie
- Do zobaczenia!
- Do zobaczenia Mesut

Pierwsza połowa gry właśnie się skończyła, więc poszłam do siebie po laptopa, wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi byłam pewna że to Mesut, miałam laptopa w rękach i szłam w kierunku salonu, krzyknęłam 'otwarte!' I Mesut wszedł do środka, zobaczył mnie w połowie przedpokoju i uśmiechnął się.

- Hej! - powiedziałam kładąc laptopa na stół
- Hej! - Mesut podszedł do mnie bliżej, moje ręce powędrowały wokół jego szyi a jego na mojej talii przytulając mnie mocno
- Jak się masz?
- Ja dobrze, a ty? Jak twoja noga?
- Już nie boli, mówiłam ci. Potrzebuję tylko odpoczynku, poza tym czuję się naprawdę świetnie!
- Cieszę się to słyszeć, co robisz?
- Nic, oglądałam mecz i miałam zamiar sprawdzić pocztę
- Oh, więc nie ma z tobą Monici?
- Nie, miała plany a ja chciałam pobyć sama i odpocząć
- Dobry wybór
- Chodź, usiądź ze mną w salonie

Usiadłam na kanapie na przeciwko telewizji, z laptopem na kolanach, mecz się jeszcze nie zaczął nadal były reklamy. Mesut usiadł obok mnie i położył swój telefon na stoliku. Tymczasem ja położyłam swoje nogi też na stoliku i włączyłam laptopa. Nie wiedziałam co się dzieje kiedy Mesut był obok mnie, ale czułam się dobrze.


Mesut’s POV


Chciałem tylko zobaczyć Marthe, od momentu kiedy się poznaliśmy mam wrażenie że to konieczne tylko ją zobaczyć i wiedzieć że wszystko jest u niej w porządku. Nie potrzebuje ton makijażu, drogich ubrań żeby wyglądać pięknie, miałam na sobie tylko parę podartych jeansów, niebieski t-shirt i bose nogi, jej włosy były w kucyku wiec mogłem dokładnie zobaczyć jej twarz, jej policzki były trochę różowe, ale można było zobaczyć piegi na jej kościach policzkowych i nosie, miała mały i słodki nos, ale myślę, że to co najbardziej lubię w jej twarzy to duże brązowe oczy, czasami w świetle słońca wyglądają znacznie jaśniej, są hipnotyzujące. z jej długimi rzęsami. Mogę spędzić całe życie patrząc tylko w jej oczy. Ale co się z tobą dzieje Mesut?! Nie mogę tak się czuć w stosunku do Marthy, to znaczy nie chcę znać tych uczuć, nie mogę ich nazwać, ale naprawdę chcę wiedzieć co się dzieję za każdym razem kiedy ją widzę.

- Wszystko w porządku Mesut? - zapytała przywracając mnie do rzeczywistości, pisała coś na laptopie, podczas kiedy ruszała palcami u stóp, ma piękne stopy, jej paznokcie były perfekcyjnie pomalowane turkusowym lakierem, poza tym miała bransoletkę na jej prawej kostce.
- Tak, w porządku, dlaczego pytasz? - powiedziałem patrząc w telewizor
- Nic takiego, po prostu jesteś cichy - powiedziała zamykając komputer i kładąc go na stole krzyżując nogi na kanapie.
- Co to jest? - powiedziałem wskazując na bransoletkę
- A to.. - powiedziała dotykając jej - to jest obietnica, ze wrócę do Meksyku, mam tam trzech najlepszych przyjaciół, wszyscy są mężczyznami, znam ich całe życie, są dla mnie jak bracia, kiedy im powiedziałam że wyjeżdżam do Madrytu kupili mi ją, wszyscy mamy takie bransoletki na znak obietnicy że nigdy o sobie nie zapomnimy.. - powiedziała
- Fajna historia, więc to jest coś specjalnego dla ciebie...
- Tak, to jeden z moich talizmanów - powiedziała śmiejąc się
- Jeden z ... - powiedziałem podnosząc jedną brew do góry
- Tak, jednym jest też opaska od ciebie.. Jest magiczna
- To nic takiego
- Nie prawda!! Udało mi się strzelić bramkę, pamiętasz. Nie mogę grać z twoim pierścionkiem, więc opaska mi pomogła
- Ok, skoro tak myślisz... Mecz który oglądałaś już się skończył?
- Tak - powiedziała skacząc z kanału na kanał
- Jaki był wynik?
- City wygrało 3-0... oh! Chelsea gra teraz! Czekałam na ten mecz! - powiedziała podekscytowana
- Więc zaraz po Realu kibicujesz Chelsea?
- Tak, w zasadzie mam w każdej lidze ulubioną drużynę, ale pierwszą jest zawsze Real Madryt
- To ciekawe, które drużyny?
- We Włoszech Milan, we Francji PSG i... Przepraszam, ale w Niemczech moją ulubioną jest Bayern Monachium
- Wow, jestem zaskoczony, same dobre drużyny
- Cóż, spędzam większość swojego wolnego czasu na oglądaniu meczy, czasami nawet nie dbam o to kto gra
- To jest niesamowite, mam tak samo, piłka nożna to moje życie, jestem szczęściarzem to robić i tak żyć
- Zdecydowanie jesteś, masz coś przeciwko jeśli obejrzę mecz? - zapytała nieśmiało
- Oczywiście że nie, mogę obejrzeć z tobą?
- Jesteś tego pewien?
- Tak... Dlaczego pytasz?
- Cóż, kiedy oglądam mecz zachowuje się jak mężczyzna i czasami krzyczę... Mogę być nieznośna - powiedziała nieco zakłopotana ale tylko się uśmiechnąłem
- To będzie przyjemność obejrzeć mecz z tobą
- Ok, ostrzegałam cię, nie patrz na mnie kiedy za bardzo się angażuje... Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki - powiedziałem uśmiechając się

Gra się zaczęłam, Martha była trochę zdenerwowana. Mogę to powiedzieć, ponieważ bawiła się swoimi rękami, ona jest prawdziwym fanem. Po dwudziestu minutach, Chelsea miała sporo możliwości ale mieli pecha, w kontrataku drużyna miała szansę, ale Cech zaprzepaścił to, nie widział piłkarza i wyszedł przed bramkę, nikogo tam nie było i strzelili gola.

- Co do diabła Cech, powinieneś trzymać tą piłkę a nie rzucać ją daleko!! Gdzie byli obrońcy... Boże, to jest takie frustrujące - powiedziała kładąc ręce na twarzy
- Spokojnie, jeszcze mają dużo czasu żeby coś zrobić - powiedziałem żeby ją uspokoić

Pierwsza połowa właśnie się skończyła, Martha trochę się uspokoiła, ale nadal nikt nic nie mówił, próbowałem coś powiedzieć, ale ona była pierwsza.

- To jest dziwne... - powiedziała patrząc na mnie
- Co jest dziwne?
- Oglądam mecz z profesjonalnym piłkarzem - powiedziała śmiejąc się
- Prawda, ale jestem też normalnym facetem
- Wiem, ale to dobrze. Jesteś pewien że nic nie chcesz? - powiedziała wstając i idąc do kuchni.
- Jestem pewny, dzięki
- Daj mi znać jakby coś się zmieniło

Wróciła na miejsce, rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Śmialiśmy się, po prostu spędzaliśmy miło czas. Druga połowa właśnie się zaczęła, Chelsea szło coraz lepiej, po dziesięciu minutach Lampard strzelił świetnego gola, remis. Martha skoczyła z kanapy i zaczęła klaskać, świętując gola, kiedy usiadła przytuliła mnie mocno, chciałem zostać już tak na zawsze, kiedy rozluźniła uścisk oglądaliśmy dalej. Chelsea wygrała 3:1.

- Co za mecz! - powiedziała uśmiechając się
- Tak, naprawdę dobry
- To co teraz robimy?
- Może zjemy coś razem?
- Brzmi fajnie... Zobaczę co mogę zrobić
- Masz zamiar gotować? - zapytałem żartując
- Jeśli mam coś do zjedzenia to czemu nie - powiedziała idąc prosto do kuchni poszedłem za nią i usiadłem na jednym z krzeseł - Mamy jakieś resztki z wczorajszego obiadu i makaron ale nie ma sosu, nie mam zbyt wielu składników żeby zrobić...
- Możemy zamówić pizzę jeśli chcesz
- Albo... Dobra, zróbmy to, na pewno lepszy pomysł niż mój makaron - powiedziała siadając na przeciwko mnie
- Możemy coś ugotować następnym razem... - powiedziałem uśmiechając się

Martha zamówiła pizza i chwilę musieliśmy poczekać. To był naprawdę świetny dzień w jej towarzystwie, podczas słuchania jej zabawnych historii. Kiedy jedliśmy pizzę starałem się dowiedzieć jaka ona jest, więc zapytałem ją o kilka rzeczy na wszystkie mi odpowiedziała. Mówiła o życiu w Meksyku i jej mieście rodzinnym. Dowiedziałem się kilku rzeczy o rodzinie i przyjaciołach.Kiedy skończyliśmy jeść pomogłem z naczyniami.

- Martha muszę ci coś powiedzieć..
- Jasne, słucham - powiedziała siadając w salonie
- Jadę dzisiaj wieczorem do Düsseldorf
- Oh dlaczego? Jeśli mogę zapytać
- Gramy towarzyski mecz z Mannschaft przeciwko Irlandii
- Mam nadzieję, że wygracie! - powiedziała z uśmiechem
- Ale chciałem cię o coś zapytać.. -'Oh powiedz to Mesut!' powiedziałem w myślach do siebie - Nie chciałabyś pojechać ze mną? - powiedziałem patrząc na nią. Była zaskoczona tym pytaniem
- Z wielką przyjemnością, ale nie mogę, mam szkołę nie mogę... - powiedziała, byłem trochę smutny, ale całkowicie ją rozumiałem - Przepraszam Mesut
- Nie przepraszam, oczywiście rozumiem... Może następnym razem - powiedziałem
- Może... Powodzenia! - powiedziała mocno mnie przytulając
- Jeśli strzelę bramkę to będzie dla ciebie... - powiedziałem
- Po prostu wygraj... Będę oglądać i ci kibicować prosto z mojej kanapy - powiedziała śmiejąc się
- Będziesz oglądać?
- Oczywiście! Nigdy nie przegapiłam meczu Mannschaft od momentu kiedy polubiłam piłkę nożną!
- Ok... Muszę iść, inaczej odleci mi samolot
- Do zobaczenia Mesut!
- Wrócę w czwartek, dam ci znać - powiedziałem przy drzwiach
- Ok! Powodzenia!
- Do zobaczenia Martha - powiedziałem całując ją w czoło, mogłem dostrzec że jej policzki nieco się zaczerwieniły

Muszę strzelić gola, muszę to zrobić dla niej. Martha jest od teraz moim szczęśliwym talizmanem.